Anamneza

Żyję w nieustannej anamnezie. Wydobywam się z zapomnienia pokoleń. Powstaję z własnej niepamięci.

Nie pamiętam mojego credo. Nie chodzę w obecności hierarchii zasad. Nie mam przed oczami prawd wiary. Brakuje mi sił, by powtarzać oklepane na pamięć modlitwy. Jestem śmiertelnie znużony odtwarzaniem tych samych formuł. Grzęzną mi w gardle i umykają uwadze nic już nie znaczące słowa. Nieustannie jednak pamiętam o Nim. O Obecności, która, choć prosta, jest bogata i nie nudzi się nigdy. Która przykuwa uwagę. To ją mam do wyznania.

Żyję wobec Tego, który przypomina mi, kim jestem. Który jest tu, bym nie zapomniał się w rzeczach. Bym nie zapomniał się w ciele. Bym nie zapomniał się w rolach, strojach, formułach, księgach i rytuałach. Bym nie zapomniał siebie w niczym, co nie może odwzajemnić mojego spojrzenia. Żyję wobec Obecności, która nieustannie uprzytamnia mi, czym jest moja własna obecność. Wobec Obecności, która mnie określa, która jest z i która się nie wycofuje.

Żyję w obecności Tego, który pilnuje, abym nie popadł w zapomnienie, nieustannie przypominając mi tą wymagającą prawdę, że muszę isć, że muszę podążać za, że muszę być wobec, i że to właśnie wtedy jestem. Która nie pozwala mi włóczyć się po obszarach gdzie Jej nie ma, a bez niej także tej części mnie, która jest z Nią. Bym pamiętał kim jestem i dokąd idę. Bym pamiętał, że nie mogę się zatrzymać. Że muszę wstać i ruszać, bo On jest w ruchu. Wstaję więc i ruszam. A im dalej wyruszam, tym bliżej jestem siebie, im bardziej jestem w ruchu, tym bardziej jestem niewzruszony, i im bardziej jestem z, tym bardziej jestem z sobą. Bo taki właśnie naprawdę jestem – będąc z.

Z czasem zaczynasz zdawać sobie sprawę, że jesteście sobie pisani. Że nie możesz nie podążyć Jej śladem, chyba że za cenę utraty samego siebie. Zaczynasz rozumieć, że kiedy zyskujesz Jego, to siebie samego zyskujesz. I nie możesz utracić jednego, nie tracąc drugiego. Nagle to, co było tak niewyraźne, staje się jasne jak tysiąc słońc. I choć było zakryte, staje się jawne. W pewnej chwili wiesz, że nie znajdziesz nigdzie indziej domu dla siebie, nigdzie indziej miejsca dla siebie, jak tylko w Nim i w tym, kto podziela kształt twojej osoby. Że nie ma nic, co by bardziej do ciebie pasowało. Nic, co miałoby z tobą lepszą komunikację. Co lepiej by cię rozumiało, nawet jeśli ty sam nie rozumiesz. To, co wydawało się najbardziej odległe, teraz ujawnia się jako najbliższe, co było niepodobne do niczego, teraz pokazuje się jako idealnie z tobą współkształtne, co kiedyś tak niewygodne, teraz okazuje się niezbędne, co niejasne, w jednym przebłysku staje się zupełnie jasne, a co wcześniej niepewne, nagle jest najpewniejsze.

Jesteśmy we dwoje. I pasujemy do siebie. Razem wstajemy i zasypiamy. Razem śpimy i razem maszerujemy. Razem patrzymy i razem słuchamy. Razem mówimy i razem milczymy. Razem oburzamy się i cieszymy. Razem kłócimy się i razem jednamy. Jesteśmy razem i razem zmierzamy tam, gdzie zmierzamy.

A jeśli Ten, który jest moim zbawieniem jest tak blisko mnie, sam muszę być blisko siebie, żeby nie przegapić swojego zbawienia. Jestem zaś przy sobie wtedy, gdy jestem przy Tym, który jest przy mnie. Zaczynam widzieć siebie, gdy dostrzegam Jego. Stoję na straży samego siebie, gdy pilnuję tej Obecności. Pamiętam o sobie, gdy pamiętam o Tym, który jest ze mną.

, , , , , , ,

Komentarze (4)
  • A czy jakoś nie uwiera Cię to, że zawsze jesteś z kimś, że nie masz okazji pobyć po prostu sam przez jakiś nawet niewielki czas?

    maarta
    maarta 2014.06.28 10:28
  • @ maarta:
    Nie, nie uwiera :) Nie czuję się śledzony. Ta Obecność nie jest dla mnie ciężarem. Zresztą, choć jakoś nigdy nie jestem sam, to, paradoksalnie samotność bynajmniej mnie nie omija. Nawet, powiedziałbym, że ponieważ dzięki tej Obecności mogę doświadczyć siebie bardziej, bo odkrywam się wobec Niej, to właśnie dzięki temu mogę również bardziej doświadczyć swojej samotności. To, co we mnie jest wobec Niej, nie jest z nią zlane, ale oddzielne od Niej. I od innych ludzi. I dlatego jest jednocześnie razem i samotne, acz w sposób, który nie przytłacza, choć czasem boli.

    Lu-que
    Lu-que 2014.06.28 10:36
  • @Lu-que

    “……….nie przytłacza, choć czasami boli……”

    wybacz grę słów

    Obecność jest cierpliwa, szlachetna,
    obecność nie zazdrości, nie przechwala się, nie jest zarozumiała
    nie postępuje nieprzyzwoicie,
    nie szuka siebie,
    nie wybucha gniewem,
    nie liczy doznanych krzywd,
    nie cieszy się z niesprawiedliwości,
    lecz raduje się prawdą.
    Wszystko wytrzymuje,
    wszystkiemu wierzy,
    wszystkiemu ufa,
    wszystko przetrwa.

    Tylko po części poznajemy

    Teraz widzimy niewyraźnie, jak w zwierciadle

    Teraz poznaję po części,
    potem poznam tak, jak sam zostałem poznany.

    Teraz niewyraźnie i po części – czuję, że kluczowe jest teraz
    Teraz u Ciebie jest inne niż u mnie, ale Twoje teraz, jest Piękne, Delikatne, Wrażliwe i Pociągające

    @Marta

    Jeśli nie błądzę całkowicie, to taka obecność nie może uwierać

    PawelM
    PawelM 2014.06.29 22:05
  • @ PawelM:
    Wiesz, nie pomyślałem o tym wcześniej, ale tak – ta Obecność jest miłosna, a taka obecność nie jest ciężarem i nie uwiera, Myślę, że to ja bywam dla Niej przykry i uciążliwy, i w istocie taki bywam.
    pozdrawiam Cie Pawle
    ps wyjeźdżam na cztery dni i do czwartku nie będę w necie

    Lu-que
    Lu-que 2014.06.29 23:27

Add Comment Register



Napisz komentarz