Sakrament

Rzeczy chcą być tutaj ostatecznym wcieleniem Osoby, najbardziej chwalebnym znakiem Jej obecności, najwznioślejszym Jej przedłużeniem. Ja jednak nie jestem już w stanie im wierzyć. Nie odnajduję się już wśród świętych i poświęconych przedmiotów. Nie przemawiają do mnie, ani ja do nich. Nie jesteśmy dla siebie.

Teraz w obecności czegoś innego staję. Przed czymś innym się teraz kłaniam. Inną teraz oddaję cześć. W inne miejsca się wybieram. Innych słucham teraz słów i innych przestrzegam reguł. W czym innym próbuję się wyczytać. Inną teraz śpiewam pieśń. Kiedy byłem mniejszy, poznawałem w odbiciu. A teraz, kiedy dojrzałem, inaczej chcę poznawać, inaczej rozmawiać, inaczej się spotykać. Nie znajduję w rzeczach odpowiedniej do tego pomocy. Nie są już dla mnie towarzyszem. I nic nie pomaga substancjalna obecność.

Teraz czym innym się żywię. „Ja” nie karmi się pojęciami, tak jak i rzeczami, ale innym „Ja”. Jego obecność jest moim pokarmem. Kiedyś Osoba była dla mnie obecna pod postacią rzeczy, gestów, koncepcji i gramatyki. Dziś szukam czegoś, co miałoby, odpowiedni do mnie, kształt osoby. Głos Tego, który mi towarzyszy, nie dobiega mnie z rzeczy i nie mówi przez znaki. Jest bliżej. Przez jakie zewnętrzne znaki mógłby mi się uobecnić Ten, który jest tuż?

Teraz to nie ja podporządkuję się rytmowi rzeczy, ale one mojemu i Tego, który jest ze mną. I to nie ja będę usiłował wyrazić to, co jest w nich, ale one to, co jest we mnie. Teraz zmienimy reguły. Bo od teraz Osoba jest obecna bardziej w osobie, niż w rzeczy. I będzie mówiła bardziej przez tą pierwszą, niż przez te drugie. Teraz kto inny wyznaczy rytm i ustanowi porządek. Teraz to osoba ustawi granice i wskaże miejsce rzeczom, a nie rzeczy osobie. To ona zdecyduje kiedy i przed czym się skłonić, a przed czym stać prosto. Inne gesty – nie te wyuczone na pamięć – będą przekazywać działanie Osoby. Inne słowa – nie te dyktowane z zewnątrz, lecz z dużo bardziej bliska – będą komunikować Jej obecność. W innej celebracji biorę teraz udział.

Bo teraz Osoba w czym innym zostawi się innym osobom. Jej „Ja” nie przypomni i nie uobecni się w żadnej rzeczy, lecz w innym „ja”. To w nim najbardziej da się Ją widzieć, bo najwłaściwsze oblicze, jakie może nosić na tej ziemi, to oblicze osoby. I to w niej rozbrzmiewa Jej głos.

Dlatego raczej należy być wiernym sobie, niż literze. I raczej należy przyjmować siebie i każdą osobę, niż każde zdanie. Bardziej niż w wersach, trzeba wyczytać siebie w kimś innym. Zamiast rozdawać rzeczy, rozdawać swoją osobę. Zachowując bardziej siebie samego, niż reguły. Troszcząc się bardziej o ustanowienie relacji, niż o ustanowienie doktryny. I strzegąc bardziej Obecności niż zasad. Tak, aby nie uświęcać rzeczy bezczeszcząc osoby.

I bardziej niż celebrować rzeczy, trzeba zrobić miejsce dla celebracji osób. Bo oto celebruje się spotkanie, a w tym spotkaniu przemiana osoby tak, by mogła być razem z Osobą. Królestwo jest bowiem królestwem osób, nie rzeczy. Tak jak i jego świętość. I jego liturgia jest liturgią osób, nie rzeczy, a jego realizacją – obecność Osoby w osobach, nie w rzeczach, choćby najbardziej świętych.

Tej liturgii jednak nie będzie można powtórzyć, bo zdarza się każdemu tylko raz, i każdemu będzie dane przeżyć ją po swojemu. Tutaj każdy akt będzie musiał być osobisty. Nie będzie w niej nigdy rutyny i nie znuży się nigdy, tak jak nie nuży się bycie z kimś bliskim. Aż osoba, przemieniając się i dorastając do Osoby, sama stanie się maszerującą eucharystią. Aż ten, w którym jest obecny Ten, który jest, sam stanie się znakiem. Aż Osoba stanie się obecna pod postacią osoby.

, , , , ,

Komentarze (15)
  • “Maszerująca eucharystia” :)))) dobre, dobre. Ostatni akapit dla mnie osobiście ważny, znaczy no, szczególnie.
    Wiesz, Twój tekst to jest taka rzecz… (ależ dziś się gładko wysławiam), ostatnio czuję się na świecie jak w zoo albo na innej planecie, obca. Bolesne to. A Twój tekst to jest taki dziwny znak wspólnoty i czegoś jakby rodzinnego, w sensie podobieństwa głównej linii prowadzenia Bożego, mimo innych sytuacji, dróg, odległości i takich tam.

    aneta.maria
    aneta.maria 2014.05.09 17:41
  • @ aneta.maria:
    Też mi fajnie, że się wyczytujesz w moim tekście. Pozdrowiam Cie

    Lu-que
    Lu-que 2014.05.10 18:48
  • Czytałem na raty
    Trudne
    Niezrozumiałe
    Nieosiągalne
    Z innego świata
    Ale, cholera, tak pociągające
    Dziekuje za perspektywę
    Inną niż ta codzienna

    PawelM
    PawelM 2014.05.11 12:47
  • PawelM napisał(a):

    Trudne
    Niezrozumiałe
    Nieosiągalne

    No mam nadzieję, że nie tak bardzo, szczególnie to ostatnie. Mi się wydaje, że to jest właśnie osiągalne i bliskie. Może nie w każdym momencie w takim samym stopniu, ale ostaecznie jednak tak, i to jak najbardziej.
    pozdrawiam Cię

    Lu-que
    Lu-que 2014.05.13 17:23
  • Widzisz – mnie się wydaje, że jednak bardzo trudne i najcześciej nieosiągalne.
    Trafnie ujęła to Aneta – że czuje się jak w zoo.
    Ja czuje, że piszesz o najtrudniejszej (to moje) rzeczywistości jaka przychodzi mi do ogarnięcia – o relacji, dostrzeżeniu, otwarciu, bezbronności, dawaniu i przyjmowaniu, stawaniu frontem (nie bokiem) i patrzeniu prosto (nie z pod opuszczonych powiek), odłożeniu wszystkiego (rzeczy) na bok daleko i skupieniu całkowitym na Osobie, która jest przede mną i dla mnie (w tym momencie) i oddaniu Jej całego siebie i jeszcze – a może to powinno być pierwsze – o obronieniu tego trwania, tej bezbronności, tej otwartości w sobie i przed “resztą stada”, która zrobi wszystko, żebym poczuł, że to ja z tym wszystkim powyżej jestem nie normalny muszę się natychmiast tego wyrzec i nigdy więcej nie zerkać nawet w tę stronę
    Piszesz o Życiu i o Miłości, Pięknie i Prawdzie i do tego piszesz z lekkością i celnie
    Wybacz, ale dziś w tej chwili i moim miejscu, słowa, które zacytowałeś, są na miejscu
    Jak popatrzę na swoje serce i popatrzę na nie łagodnie i z szacunkiem, czuję podobnie jak napisałeś, ale z postawieniem Osoby przed rzeczami, które Ją przysłaniają mam duży kłopot i z tego miejsca piszę, że to trudne czy nawet nieosiągalne
    Ze świadomości mojego dziś, a nie z nieosiągalności takiej relacji – doświadczyłem jej i wiem, że jest możliwa
    Strasznie trudno w niej wytrwać, zwłaszcza w takiej radykalności jak piszesz, ale jest możliwa

    Serdecznie Cię pozdrawiam

    PawelM
    PawelM 2014.05.13 22:32
  • @ PawelM:
    A, to ok. Bo ja myślałem, że miałeś na myśli niemożliwość absolutną, a nie niemożliwość na teraz, dla kogoś lub w pewnym stopniu.

    Lu-que
    Lu-que 2014.05.14 18:07
  • @Lu-que:
    Jeszcze jedna myśl nurtuje mnie od rana: tytuł, którego użyłeś
    Jeśli nic nie przekręcę – sakrament – zawsze wyjaśniano mi jako: widzialny znak łaski bożej.

    Twój opis wysuwania się Osoby, Ja, przed rzeczy (przyzwyczajenia, wychowanie, schematy, w których żyje, lęki, ograniczenia itd), takie spotkanie Osób – właśnie tak, jak opisujesz – to nazywasz Sakramentem?
    Śladem, odbiciem, “widoczną dla oczu” obecnością Osoby – tej Najważniejszej i Największej i będącej w nieustannej (tak myślę) relacji?
    Czy dużym nadużyciem będzie pójście krok dalej: tak nazwałbyś Jego “obraz i podobieństwo” w nas? Bo ponoć na Swój “obraz” nas stworzył

    PawelM
    PawelM 2014.05.14 21:30
  • @ PawelM:
    Dla mnie tym sakramentem jest osoba ukształtowana przez Osobę, przez spotkanie z Nią, przez Jej obecność. I to nie jest dla mnie ładna metafora. Obecność takiej osoby jest dla mnie teraz największym znakiem obecności Boga. Myślę, że ze wszystkich rzeczy zewnętrznych, ze wszystkiego, co mógłbym nazwać Jego znakiem zewnętrznym wobec mnie, to w taki właśnie sposób – przez osoby i spotkania z nimi – Bóg najbardziej do mnie mówił i mówi, to one właśnie mnie najbardziej przekształcały czy też odsłaniały i to one mnie uszczęśliwiają. Sądzę też, że ze wszystkiego, co nie jest Nim, to właśnie osoby są najbardziej odpowiednim środkiem Jego komunikacji, właśnie przez to swoje podobieństwo do Niego, bo to one są do Niego najbardziej podobne i dlatego też właśnie, myślę, że , jeżeli Bóg może być gdzieś obecny w czymś, co nie jest Nim, to właśnie w osobie, bo On może być najbardziej obecny w tym, co njabardziej do Niego podobne. Dlatego również – poprzez ta podobieństwo do Niego – osoby są dla mnie największym Jego znakiem, bo największym Jego znakiem jest to, co do Niego najbardziej podobne. Przez to podobieństwo do Niego też, myślę, to osoby właśnie korespondują z tym, co we mnie samym najwyższe i co we mnie samym podobne do Niego – z moją własnąosobą.

    A to, co jest widzialnością w takim sakramencie, to widzialność osób jak osób, tzn. fakt, że widać ludzi jako ich własne osoby. Przez nie właśnie, czy też w nich, daje się najbardziej widzieć Osoba. Konkretnie przez to, że to osoby kochają, a nie rzeczy, i ponieważ są gesty inne niż sakramentalne, inne niż wyuczone i podyktowane – płynące z osób i z obecności Osoby w nich, które wyrażają i komunikują Jego miłość innym. Taką, która jest zawsze, która nie zależy od innych, i która jest wrażliwa na to, jak zmienia się osoba.

    Lu-que
    Lu-que 2014.05.15 11:13
  • Witaj
    Czy początkowy tekst to opis Twoich “doświadczeń/przemyśleń/intuicji” ujętych w słowa czy cytat zaczerpnięty z kogoś innego?
    Kiedyś, ktoś opisał coś podobnego używając określenia “być/istnieć w komunii z tym innym Ja/Osobą”. Czy tworzone w ten sposób skojarzenie nie pasuje lepiej do tego co czujesz? ( zakładam, że jednak choć we fragmencie tekst pokrywa się z Twoimi doświadczeniami).
    Przepraszam za łamańce i cudzysłowy, wynikają one z obawy o to aby źle dobrane słowa nie przesłoniły sensu tego co chciałbym napisać.
    Pozdrawiam

    kamien 2014.05.16 13:10
  • @ kamien:
    Witam,
    “Początkowy tekst” to pierwszy akapit z mojego tekstu powyżej? Jeżeli tak, to jest to w pewien sposób cytat, tzn. pewne sformułowania z pierwszego zdania to sformułowania teologii katolickiej. W tym sensie jest to cytat.
    Co do sformułowania “być/istnieć w komunii z tym innym Ja/Osobą” to…. nie jest mi dalekie, ale szukałbym innych sformułowań, oddających bardziej dynamikę i niezwykłość tego “bycia z”. Możliwe, że ktoś to tak kiedyś ujął, nawet mam taką nadzieję, że moje doświadczenie nie jest wyjatkowe i że inni nie są go pozbawieni. Natomiast termin “osoba” na określenie Boga jest dość stary, więc pewnie niemało autorów tak pisało o Bogu.
    Pozdrawiam

    Lu-que
    Lu-que 2014.05.16 23:35
  • Witaj,
    Dziękuje za wyjaśnienia. Miałem na myśli tekst umieszczony jako tytułowy dla całego wątku.
    Uważasz że to bycie “z większym Coś” jest dane tylko ludziom i tylko przez nich się objawia ?
    Na czym polega wg Ciebie niezwykłość tego objawienia o którym pisałeś w odpowiedzi powyżej ?
    Pozdrawiam

    kamien 2014.05.17 15:06
  • @ kamien:

    Dalej nie mam pojęcia co masz na myśli przez tekst umieszczony jako tytułowy dla całego wątku. Wątek to mój blog, a tekst tytułowy to pierwszy tekst pt. “Przestrzeń” ? To nie jest jednak tekst tytułowy, blog nie ma tytułu.

    Nie do końca rozumiem sens pytania o to, czy bycie z “większym Coś” jest dane tylko ludziom. Jeżeli jest to pytanie o to, czy może być to dane jakimś innym bytom osobowym niż człowiek, to uważam, że jak najbardziej. Jeżeli chodzi zaś o rzeczy, martwe przedmioty, to nie mówiłbym o tym, że są one jakoś z “więszym Coś”, bo nie wiem jak rzecz mogłaby być z jakimkolwiek bytem osobowym, nie mogę sobie tego wyobrazić, tym bardziej z Bogiem.

    Nie uważam natomiast, że Bóg może objawiać się tylko przez ludzi. Uważam, że może objawiać się na wiele sposobów, np. bezpośrednio komuś, albo poprzez rzeczy, poprzez świat. Natomiast moje doświadczenie jest takie, że Bóg, spośród wszystkiego co zewnętrzne wobec mnie, tzn. co nie jest mną, objawia mi się najbardziej przez ludzi, a dokładnie przez ludzi o tyle, o ile są one osobami.

    Nie bardzo wiem, o jaką moją odpowiedź powyżej chodzi. Jeżeli idzie o jedną z moich odpowiedzi udzielonych PawlowiM, to niezwykłość objawienia Boga przez ludzi polega na tym, że ludzie jako osoby są najbardziej adekwatnym bytem do tego, by komunikiwać istnienie i działanie Boga jako osoby. Sądzę, że Bóg, jako osoba, działa przede wszystkim w ludziach i przez ludzi, na miarę, w jakiej są one osobami. To najbardziej adekwatny środek Jego działania, bo najbardziej mu podobny. W praktyce przekłada się to na to, że jeżeli Bóg to miłość i wspólnota osób, że tak się skrótowo wyrażę, to ta miłość i wspólnota wyraża się i przechodzi przez ludzi.
    pzdr

    Lu-que
    Lu-que 2014.05.18 00:17
  • Witaj,
    Dziękuje za poświęcony czas i obszerne wyjaśnienia :-)
    Widać wyraźnie że w komunikacji na tutejszym forum jestem słaby i do umiejętności formułowania swoich doswiadczeń i myśli w sposób czytelny dla innych jest mi daleko. Próba głębszej dyskusji z kimś takim musi być bardzo trudna i frustrująca więc postanowiłem darować Wam tą wątpliwą przyjemność. Może kiedyś, jeśli nauczę się robić to lepiej :-)
    Na koniec kilka pytań do Twojego komentarza, być może głupich lub bardzo prostych, może wartych rozważenia – ocenisz sam
    1. Na czym polega podział na byty osobowe i nie-osobowe (martwe przedmioty ?) bo jak rozumiem ma to daleko idące konsekwencje? Potrafiłbyś wskazać na konkretnym przypadku, nie intelektualnie na poziome abstrakcyjnej definicji, gdzie przebiega ta granica między jednym a drugim. Jaki realnie obserwowalny w naturze byt już jest jednym, a jaki jeszcze nie? jakie realnie mierzalne, nie intelektualne, kryterium, cechę proponujesz przyjąć do stworzenia takiego podziału ?
    2. Piszesz że Bóg przejawia sie przez ludzi które sa osobami. Czy to znaczy są ludzie przez których Bóg z jakis powodów się nie przejawia? Czy ma on jakieś preferencje co do ludzi przez których chce sie przejawiać ?
    3. Czy w świecie w ktorym nie było jeszcze ludzi Bóg “był aktywny”? Czy się wtedy przejawiał ?

    kamien 2014.05.18 12:00
  • @ kamien:
    Przepraszam, na razie nie mam wolnej chwili, żeby odpowiedzieć. Mozę dziś wieczorem albo jutro.

    Lu-que
    Lu-que 2014.05.20 08:22
  • @ kamien:
    Jednak znalazłem trochę czasu nieco wcześniej.

    1.Myślę, że nie porozumiemy się, bo różnica jest widoczna już w samych kategoriach, którymi operujemy. Nie mogę odpowiedzieć na pytania w kategoriach, w których zadane są pytania, ponieważ te kategorie nie są moje. Po pierwsze, dla mnie nie ma wyjaśnienia, tak jak nie ma języka, przynajmniej w znaczeniu konwenjonalnym, które nie odwołuje się do jakiejś abstrakcji. Wszystkie Twoje wpisy odwołuja się do jakiś, i to licznych skądinąd, abstrakcji. Nie widzę więc ani powodu ani sposobu nie odwoływania się w moim wyjaśnieniu do poziomu abstrakcji i definicji. Po drugie, dla mnie takie kategorie jak „realność” i „intelekt” nie są przeciwstawne, wprost przeciwnie, dla mnie intelekt to coś, co ma najgłębszy kontakt z realnością, choć jak nie rozumiem intelektu jako czegoś, czego domeną jest abstakcja. Z drugiej strony, nie przeciwstawiam też abstrakcji prawdzie w sensie poznawczym, ale też ich nie utożsamiam. Dlatego dla mnie nie ma przeciwstawienia między „realnie mierzalne” i „intelektualnie mierzalne”. Po trzecie, w konskwencji, nie ma dla mnie przeciwstawienia między naturą i intelektem, dla mnie natura to nie jest tylko to, co jest zmysłowe, przeciwnie, tak, jak intelekt poznaje to, co jest najbardziej, tak jest też najgłebszą naturą, oczywiście w bytach, które posiadają intelekt, nie w świecie rozumianym jako kwantum materii.

    2.Nie napisałem, że Bóg przejawia się przez ludzi, które są osobami. Napisałem, że Bóg przejawia się dla mnie, co ważne, przez ludzi o tyle, o ile przejawia się ich własna osoba. Nie dzieliłem ludzi na tych, którzy są osobami i na tych, którzy nimi nie są. Nie ma dla mnie ludzi, którzy nie byliby osobami, choć są tacy, których osoby sa w takiej lub innej mierze, czasem niemal całkowcie, zakryte i niewidoczne. Dlatego też Bóg nie przejawia mi się tak samo przez każdego człowieka. Nie rozważałem natomiast tej kwestii absolutnie, ale relatywnie do mnie.

    Nie wiem, czy i jakie Bóg ma preferencje. Tego również nie rozważałem i to nie jest kwestia związana bezpośrednio z tym co napisałem. Tym bardziej, że ona jest też dosć abstrakycjna, jak ta czy są ludzie, generalnie, przez których Bóg się przejawia i tacy, przez których się nie przejawia.

    3.Nie wiem, czy Bóg się przejawiał w świecie, w którym nie było ludzi. Nie było mnie tam wtedy, więc truno mi rozstrzygnąć.

    Lu-que
    Lu-que 2014.05.20 14:56

Add Comment Register



Napisz komentarz