Czy Bóg Ojciec potrzebował aż ofiary ze swojego Syna, aby nas zbawić

W wielkanocnym wydaniu „Tygodnika Powszechnego” zamieszczono wywiad z ks. G. Strzelczykiem pt. „Jezus nie musiał umrzeć na krzyżu”  – tutaj zajawka: http://tygodnik.onet.pl/wiara/on-nie-musial-umrzec-na-krzyzu/8epbt

W sposób pobieżny porusza on różnorodne wątki, natomiast redakcja (sądzać po tytule) za najciekawszy uznała wątek rozwinięty w odpowiedzi na pytani: „Czy Bóg Ojciec potrzebował aż ofiary ze swojego Syna, aby nas zbawić”. Mnie też wydaje się ciekawy. Poniżej fragment:

 A czy możemy sobie wyobrazić optymistyczną wersję tej historii – z uszanowaniem Syna?

Oczywiście że tak! Izrael uwierzył. Jezus umarł normalnie ze starości.

I…

…jesteśmy zbawieni.

A zmartwychwstanie?

…następuje po zwykłej śmierci Jezusa. Kto powiedział, że konieczna jest śmierć na krzyżu? Co jest zbawcze? Rodzaj śmierci czy wierność Jezusa Ojcu aż do śmierci we wszystkich aktach jego ludzkiego życia? W rzeczywistej historii posłuszeństwo Jezusa wyraziło się poprzez wytrwanie na krzyżu.  Krzyż staje w związku z tym w centrum naszej celebracji, teologii i pobożności. Co mamy celebrować?  To co się faktycznie wydarzyło.

Dalej w wywiadzie przywołane są dwa momenty, w których pojawiła się interpretacja, że Ojciec chce śmierci Jezusa. Jest to koncepcja usprawiedliwienia zastępczego Anzelma z Canterbury, które chciał w sposób racjonalny, że tylko śmierć wcielonego Boga miała taką siłę, aby zgładzić grzech ludzi. Drugi moment to rozważania Marcina Lutra – Bóg musi ukarać grzesznika, aby postąpić według swojej sprawiedliwości.

Myślę, że ten sposób rozumowania jest mocno zakorzeniony w kościele katolickim, dlatego myśl, że Jezus nie musiał umrzeć na krzyżu wydaje się niedorzeczna.

Oczywiście, w rozważaniach np. drogi krzyżowej pojawiają się różnorodne wątki, nie tylko emocjonalne rozpamiętywanie cierpien Jezusa. Z drugiej stronyta pierwotna i być może naturalna postawa, że zło, które nas spotyka jest karą za grzech , a pewne ofiary, czy nawet śmierć mogą ją oddalić, zmienić adresata kara jest dziś także popularna.

Od tysiącleci ludzie składają bóstwom, czy rożnym nieludzkim siłom ofiary – ze zwierząt, z ludzi, z własnych przyjemności czy potrzeb.  Celem jest skierowanie słusznej kary na kogoś innego. U podstaw leży przekonanie, że zło wyrządzone nam trzeba mścić, odpłacać złem za zło.  Nie jest to postawa obca współczesnym katolikom.

W czasie śledzenia wypowiedzi ludzi w internecie odkryłam, że niektórzy zupełnie dosłownie traktują słowa z księgi Wyjścia: „Nie będziesz oddawał im pokłonu i nie będziesz im służył, ponieważ Ja Pan, twój Bóg, jestem Bogiem zazdrosnym, który karze występek ojców na synach do trzeciego i czwartego pokolenia względem tych, którzy Mnie nienawidzą”. W rezultacie uważają, że zło, które ich spotyka jest karą za grzech przodków (złagodzenie czy odwrócenie kary mogą natomiast przynieść egzorcyzmy).

Inna postawa wiąże się z tym, że jakieś swoje trudności, zniechęcenie w modlitwie czy doktrynie rozpatruje się jako niewdzięczność wobec cierpień Jezusa. Trochę kojarzy mi się to z postawą rodzica i dziecka, w której rodzic narzeka, że poświęca się dla dobra niewdzięcznego dziecka, coś w rodzaju szantażu emocjonalnego.

Z drugiej strony nie wydaje się, aby Jezus odrzucał Świątynie, jej kult, składanie ofiar. Nie odrzucał Tory, tylko krytykował jej interpretację i obłudę w wypełnianiu.  Pierwsi uczniowie chętnie przyjęli symbol baranka, choć na drodze rozwoju doktryny, czy przymusowo odchodzili od kultu żydowskiego w stronę kultu „ w duchu i prawdzie” oraz jedynej ofiary Chrystusa.

Czy jednak musimy wiernie podążać za interpretacją pierwszych żydowskich chrześcijan? Albo barokową emocjonalność w rozpamiętywaniu cierpienia Jezusa. Jak rozumieć zadośćuczynienie, poświęcnie? Stawianie nacisku na wierność Jezusa Ojcu niekoniecznie w śmierci, ale też w życiu wydaje się atrakcyjne.

 

 

Komentarze (8)
  • A może ktoś mający wiedzę nt. judaizmu mógłby wyjaśnić jaki charakter miał baranek zabijany w Świątyni w czasie Paschy oraz opowieść o zabijaniu baranka i oznaczaniu krwią w czasie nocy wyjścia z Egiptu? Czy przebłagalny za grzechy czy wspomnieniowy czy jeszcze inny?

    maarta
    maarta 2014.04.26 12:27
  • @ maarta:
    Tak na szybko i z pamięci, bez dokładnego sprawdzania tekstu to wydaje mi się, że Wj (Pascha wyjścia z Egiptu) podaje krew baranka jako coś co chroni przed przemarszem Anioła Śmierci zabierającego wszystko, co pierworodne. Niekoniecznie jest to związane z grzechem, ale z ochroną przed złem, które dotyka wszystko wokoło, a nas Jahwe chroni dzięki krwi baranka. Później jest jeszcze nieco inny charakter Paschy i baranka bodajże w Pwt, bo to jest Pascha wejścia do ziemi obiecanej, ale tego tekstu nie pamiętam.

    Z drugiej strony nie wydaje się, aby Jezus odrzucał Świątynie, jej kult, składanie ofiar.

    Samą świątynię nie, ale co do kultu i składania ofiar to nie wydaje mi się to zdanie prawdziwe. Przekonanie, że Bóg potrzebuje ofiary przebłagalnej ze zwierząt w zamian za grzechy wydaje się dość obce Jezusowi, który te grzechy po prostu odpuszczał bez robienia żadnego halo. Z drugiej strony trudno znaleźć (przynajmniej według mnie) jakąś inną rozsądną i trzymającą się kupy interpretację wyczynu Jezusa w świątyni jak odrzucenie kultu ofiarniczego w świątyni wynikające z przekonania, że to jest obce Abba. W takim wypadku Jezus byłby bardzo podobny do wielu proroków ST krytykujących kult. Sam gest też miałby charakter bardzo proroczy.

    Robert Skiba
    Robert Skiba 2014.04.26 17:02
  • Chyba rzeczywiście odpuszczanie grzechów przez Jezusa wskazuje, że ważniejsze od ofiar jest serce człowieka, relacja do Boga. Ale myślę, że można się zastanawiać czy Jezus całkowicie odrzucał składanie ofiar w świątyni, może nie w sensie przebłagania za grzechy, ale daru dla Boga, pokazania swojej miłości do niego? Przynajmniej do czasu nadejścia królestwa bożego, w którym być może świątynia nie będzie już potrzebna.

    Temple Scroll , jeden ze zwojów znad Morza Martwego, opisuje idealną świątynie – ale podobno wiele miejsca poświęcone jest tam idealnemu składaniu ofiar na ołtarzu. Qumrańczycy uważali, że kult w Świątyni prowadzony jest w sposób nieprawidłowy, według złego kalendarza, przez kapłanów-uzurpatorów. jednak nie odrzucali Świątyni i ofiar, ale oczekiwali jej oczyszczenia i nowej Świątyni.

    W relacji Łukasza nt. wypędzenia przekupniów jest odwołanie do 7 rozdziały księgi Jeremiasza:

    Kraść, zabijać, cudzołożyć, przysięgać fałszywie, palić kadzidło Baalowi, chodzić za obcymi bogami, których nie znacie… 10 A potem przychodzicie i stajecie przede Mną w tym domu, nad którym wzywano mojego imienia, i mówicie: “Oto jesteśmy bezpieczni”, by móc nadal popełniać te wszystkie występki. 11 Może jaskinią zbójców stał się w waszych oczach ten dom, nad którym wzywano mojego imienia? Ja [to] dobrze widzę – wyrocznia Pana.

    Potem w 11 rozdziale jest taki fragment:

    Czego chce oblubienica moja w mym domu?
    Wypełniłaś swój plan przewrotny.
    Czy modlitwy i mięso ofiarne mogą odwrócić
    od ciebie twoje nieszczęście,
    tak że się kiedyś uradujesz?

    w 14;

    Nawet jeśli będą prosić, nie będę słuchał ich wołania, a jeśli będą składać całopalenia i ofiary z pokarmów, nie przyjmę ich, ale raczej wyniszczę ich mieczem, głodem i zarazą”

    Natomiast w rozdziale 17 jest taki fragment:

    19 To mówi Pan do mnie: “Idź, stań w bramie synów narodu, przez którą wchodzą i wychodzą królowie judzcy, oraz we wszystkich bramach Jerozolimy 20 i mów do nich: Słuchajcie słowa Pańskiego, królowie judzcy, cały Judo i wszyscy mieszkańcy Jerozolimy przechodzący przez te bramy! 21 To mówi Pan: Strzeżcie się – jeśli wam życie miłe – by nie nosić rzeczy ciężkich w dzień szabatu ani nie wnosić ich przez bramy Jerozolimy. 22 Nie wynoście żadnych ciężarów ze swych domów w dzień szabatu ani nie wykonujcie żadnej pracy, lecz raczej święćcie dzień szabatu, jak nakazałem waszym przodkom. 23 Ale oni nie słuchali ani nie nakłonili swego ucha, lecz uczynili twardym swój kark, odmawiając posłuszeństwa i odrzucając pouczenie. 24 Jeżeli okażecie Mi pełne posłuszeństwo – wyrocznia Pana – jeśli nie będziecie wnosić żadnego ciężaru przez bramy miasta w dzień szabatu i jeśli będziecie święcić dzień szabatu, nie wykonując w nim żadnej pracy, 25 będą wchodzić przez bramę miasta królowie [i książęta] zasiadający na tronie Dawida. Będą wjeżdżać na wozach i koniach, oni, ich dostojnicy, mężowie judzcy i mieszkańcy Jerozolimy, a miasto to będzie zamieszkałe na wieki.
    26 I przyjdą z miast judzkich, z okolic Jerozolimy, z ziemi Beniamina, z Szefeli, z gór i z południa, przynosząc ofiary całopalne, krwawe, pokarmowe, kadzidło i ofiary dziękczynne do domu Pańskiego. 27 A jeżeli Mnie nie posłuchacie, by święcić dzień szabatu, by się powstrzymać od noszenia ciężaru, wchodząc bramami Jerozolimy w dzień szabatu, zapalę gniew w jej bramach i pochłonie pałace Jerozolimy, i nie zgaśnie”.

    Być może chodzi o to, że składanie ofiar nie może zastąpić wierności Bogu, przestrzegania przykazań, zasad religijnych, natomiast samo składanie ofiar, może niekoniecznie przebłagalnych, ale dziękczynnych jest miłe Bogu?

    maarta
    maarta 2014.04.26 18:30
  • maarta napisał(a):

    Być może chodzi o to, że składanie ofiar nie może zastąpić wierności Bogu, przestrzegania przykazań, zasad religijnych, natomiast samo składanie ofiar, może niekoniecznie przebłagalnych, ale dziękczynnych jest miłe Bogu?

    Jeremiaszowi z pewnością o to chodzi. To odwołanie – mówiąc ściśle – jest w komentarzu z BT do relacji Łukasza, a nie w samej relacji. Ona nie wyjaśnia specjalnie motywów Jezusa oprócz tego, że uważał, że świątynia stała się jaskinią zbójców, a nie domem modlitwy, co może prowadzić do interpretacji kwestionującej kult ofiar. Jezus jest cały w rękach Abba i to Abba będzie dokonywał sądu i rozliczenia.
    Trudno mi sobie wyobrazić umiłowanie Boga do ofiar, nawet dziękczynnych. Bo co one miałby zmienić? Czy w relacji miłości między osobami potrzebujemy takich aktów? Wydaje mi się, że raczej nie. Chodzi o to, aby kochać, a nie dziękować cały czas, że jestem kochany…
    Wracając do potrzeby ofiary/zemsty za wyrządzone zło. Mnie się ona wydaje zupełnie naturalna. Zło jest przerażające i nie można go lekceważyć. Myślę, że każdy człowiek doświadczający zła jest w jakiś sposób zdruzgotany. Ta potrzeba odpłaty wyraża jaką wielką wagę ma to dotknięcie przez zło. Cały porządek zostaje wtedy zachwiany i wszystko wywrócone do góry nogami. Całe poczucie bezpieczeństwa znika natychmiast i myślę, że kara jest swoistym powrotem do tego porządku, bo ona pokazuje, że nie stało się coś banalnego, ale coś o bardzo wielkiej wadze. Kara/zemsta ma uzmysłowić temu, kto zło uczynił, że tego robić nie wolno, że cena za jego czyn jest ogromna.

    Robert Skiba
    Robert Skiba 2014.04.27 12:23
  • Wracając do potrzeby ofiary/zemsty za wyrządzone zło. Mnie się ona wydaje zupełnie naturalna. Zło jest przerażające i nie można go lekceważyć. Myślę, że każdy człowiek doświadczający zła jest w jakiś sposób zdruzgotany. Ta potrzeba odpłaty wyraża jaką wielką wagę ma to dotknięcie przez zło. Cały porządek zostaje wtedy zachwiany i wszystko wywrócone do góry nogami. Całe poczucie bezpieczeństwa znika natychmiast i myślę, że kara jest swoistym powrotem do tego porządku, bo ona pokazuje, że nie stało się coś banalnego, ale coś o bardzo wielkiej wadze. Kara/zemsta ma uzmysłowić temu, kto zło uczynił, że tego robić nie wolno, że cena za jego czyn jest ogromna.

    Dawno “zapomniałem” o tym moim patrzeniu i mówieniu o tym czy istnieje zło, a Twój tekst mi przypomniał.
    Gdzieś w środku czułem i czuję, że “zła” nie ma, “jest” tylko brak dobra.
    Brak rzeczywiście, jak piszesz, ogromny, druzgocący, deformujący wszystko, niszczący prawdziwe bezpieczeństwo – “poczucie bezpieczeństwa” ma dla mnie wydźwięk fałszywy, już właśnie zniekształcony przez brak bezpieczeństwa (dobra).

    Chodzi o to, aby kochać, a nie dziękować cały czas, że jestem kochany…

    Prostota tego zdania jest wręcz porażająca

    Jeśli spróbuję przez to zdanie, jak przez pryzmat, popatrzeć na Jezusa, jako Dar od Ojca – Abba, w którym niema braku, żadnego braku, to rodzi mi się tylko jedno – jakby krzyk: “…rozdzierajcie wasze serca a nie szaty…”

    Jeśli jest Bóg, jeśli jest to wspólnota osób, jeśli te osoby nieustannie się obdarowują, niczego nie oczekując i niczego nie tracąc, choć ciągle dają, jeśli nieustannie patrzą na otrzymywane dary – całkowite, zupełne, bezgraniczne, nie zostawiające sobie niczego i niczego nie oczekujące, ale szczęśliwe bez granic dając wszystko

    Jeśli tak jest, to Ojciec i Syn nie mogli się w relacji do mnie zachować inaczej, zapraszając mnie – osobę – do tej wspólnoty, jak całkowicie, zupełnie, bezgranicznie, nie zostawiając sobie niczego i niczego nie oczekując
    “oczekując” może tylko jednego: przestań mnie cały czas swoimi ofiarami przepraszać, że mnie nie kochasz lub kochasz za mało – kochaj, weź wszystko, za nic nie musisz płacić, ani być wdzięczny, wszystko otrzymujesz już teraz

    Czy Jezus musiał umrzeć na krzyżu? Nie wiem
    Czuję jednak, że nie umiem tak całkowicie i bezgranicznie otworzyć się na dobro i wybieram różne braki. Potem się oczywiście dziwię, że ja lub ktoś, z któregoś pokolenia cierpi “straszny brak” (zło). Czy ja Go w jakiś sposób morduję, “krzyżuję” – chyba tak. Chyba nie może być inaczej, jeśli odrzucam tak wielki dar – innej odpowiedzi chyba niema
    Chyba dlatego muszę ciągle składać jakieś ofiary, przepraszać
    Jakbym Go wybrał, nie musiałbym przepraszać

    Kochać, a nie dziękować, że jestem kochany lub przepraszać, że kocham za mało lub za słabo – to wydaje mi się droga bez “ofiar” w starotestamentalnym patrzeniu
    Chyba dopóki czuję potrzebę jakiejkolwiek “ofiary” i jakiegokolwiek “przepraszania”, to chyba jeszcze cały czas nie odkryłem Nowego Testamentu

    PawelM
    PawelM 2014.05.02 00:40
  • @ maarta

    Jak rozumieć zadośćuczynienie, poświęcnie? Stawianie nacisku na wierność Jezusa Ojcu niekoniecznie w śmierci, ale też w życiu wydaje się atrakcyjne.

    Kiedyś miałem okazję słuchać wykładu z chrystologii na temat jak ofiara Jezusa daje nam zbawienie. Niestety, a może na szczęście, wywód ani trochę nie zdołał mnie przekonać do tego konceptu. Mam poczucie jakiegoś zapomnienia życia w tej teologii i, skutkiem tego, jakiejś dziwacznej gloryfikacji śmierci. Odnoszę wrażenie, że ktoś mi chce powiedzieć, że Jezus przyszedł, nie żeby żyć i przekazać życie, ale żeby umrzeć i sprawić, żebyśmy wiecznie wspominali Jego śmierć i naśladowali go w umieraniu. Super. Nie ma to jak dobra nowina.

    Lu-que
    Lu-que 2014.05.05 23:53
  • Lu-que napisał(a):

    Odnoszę wrażenie, że ktoś mi chce powiedzieć, że Jezus przyszedł, nie żeby żyć i przekazać życie, ale żeby umrzeć i sprawić, żebyśmy wiecznie wspominali Jego śmierć i naśladowali go w umieraniu. Super. Nie ma to jak dobra nowina.

    Niebywale celne! Dziękować za takie do-sedne sformułowania :)

    bohjan
    bohjan 2014.05.08 23:44
  • Niedawno czytaliśmy dzieciom Opowieści z Narnii. Chyba są za małe, aby to zrozumieć, ale nawet ja nie jestem przekonana tą przypowieścią, która ma ukazać skutki grzechu i odkupienia. Otóż moje dzieci najbardziej bały się, że czarownica zamieni Edmunda w kamień, bardzo mu współczuły. Zupełnie nie dotarło do nich przesłanie autora, że chłopiec zasłużył sobie na śmierć. Bo niby czym zasłużył? Kłamał, dokuczał rodzeństwu, była łakomy. Czy to zbrodnie zasługujące na śmierć. Czy nie można ich wytłumaczyć częściowo psychologicznie – była wojna, dziecko oddzielone od rodziców itp.? Wydaje mi się, że ta idea, że wszyscy zasługujemy na potępienie z powodu jakiś win jest trudna do zrozumienia i pojawia się dopiero w trakcie próby ułożenia i wytłumaczenia sobie świata jako sprawiedliwego.

    maarta
    maarta 2014.05.23 10:28

Add Comment Register



Napisz komentarz