Bóg Honor Parafia

Na jednym z forów internetowych poruszony został swego czasu temat pewnej bardzo kontrowersyjnej wspólnoty charyzmatycznej. Jej działanie zostało poddane surowej krytyce ze strony konserwatywnie nastawionych uczestników forum. Swoją drogą podzielałem te uwagi, bowiem wspólnota ta rzeczywiście balansuje moim zdaniem na granicy patologii religijnej. Najbardziej jednak zaciekawił mnie pewien komentarz, brzmiący mniej więcej tak: „no wiadomo, że to niebezpieczna sekta; a właściwie to jedyne wspólnoty do których powinno się należeć to parafie, wszystko inne jest groźne”. Moim pierwszym odruchem był śmiech, bo gdy naigrywam się z tego typu poglądów, często mówię sarkastycznie coś w tym właśnie rodzaju. A oto te słowa padają całkowicie na poważnie, tak że nie ma tu wyolbrzymiania- naprawdę są ludzie, którzy tak właśnie myślą.

W rzeczywistości jest oczywiście dokładnie odwrotnie. Tak zwane nowe ruchy i wspólnoty, które rozwinęły się zwłaszcza po ostatnim soborze, zdominowały Kościół katolicki i de facto to właśnie one zdają się go ucieleśniać i reprezentować. To one stają się dziś uosobieniami Kościoła lokalnego, w których można spotkać realną, żywą Eklezję. Nieodwołalna droga katolicyzmu- oto czym są. Z kolei parafie- przynajmniej tak, jak wyglądają najczęściej w Polsce- to twory pasujące do współczesnego Kościoła jak pięść do nosa. Parafie to miejsca predysponowane do rozwoju płytkiej, interesownej, naturalnej pobożności. Miejsca, gdzie twierdzi się, że jest tu wspólnota, podczas gdy ludzie nie znają nawet imion osób siedzących obok. Miejsca, w których kasta usługodawców czyni swoje powinności wobec usługobiorców, zaspokajających kulturalnie swoje potrzeby wyższe.

Wspólnota chrześcijańska powstaje przez wydarzenie, doświadczenie. Gromadzi ludzi o wspólnym doświadczeniu, ludzi podobnie dotkniętych. Ludzie ci zaczynają się spotykać i dzielić swoje życie, bowiem kieruje ich ku sobie Duch. Życie wspólnoty promieniuje i na innych, stąd postanawiają oni pójść za wołającym ich głosem i spotykać Boga w tej właśnie wspólnocie. Tak właśnie rozrasta się wspólnota, jeśli Duch tego chce i na tyle, na ile chce. Parafia oczywiście nie ma tych wszystkich cech- zaczyna się do niej należeć urzędowo, jest się do niej przypisanym. Nie trzeba niczego doświadczyć, a starczy mieszkać na odpowiedniej ulicy. Czasem ludzie dowiadują się, że wybudowano na osiedlu nowy kościół i co za tym idzie, należą teraz do innej parafii. Z dnia na dzień zmieniają wspólnotę, bo tak odgórnie zarządzono. Oczywiście nie przeszkadza to specjalnie nikomu, bo niemal nikt parafii jako realnej wspólnoty nie doświadcza. Do parafii nowi członkowie przychodzą z powodów administracyjno-geograficznych, a nie za poruszeniem serca. Parafia nie bazuje na żywych relacjach między ludźmi, lecz na wpisach do ksiąg metrykalnych.

Wspólnota chrześcijańska odkrywa w sobie różne dary i posługi, w tym –przynajmniej na obecnym etapie Tradycji- szczególną rolę prezbitera. Pełniąc wyjątkowe funkcje, sprawując Eucharystię i inne sakramenty, nauczając ze szczególnym autorytetem itd., prezbiter jest jednocześnie uczniem pośród uczniów. Łączy go z innymi wspólna droga duchowa, tak że jest bratem, choć jednocześnie i ojcem. W parafii prezbitera nazywa się księdzem i przypisuje mu się przymioty iście zadziwiające. Uważa się go za twórcę i autora religii, której reszta parafian ma być tylko użytkownikami. Ksiądz ma zabezpieczać potrzeby religijne ludzi, którzy mają być mu za to bardzo wdzięczni. W przeciwieństwie do wspólnoty chrześcijańskiej, która uważa się za Lud Boga, parafia upatruje ludzi Boga wyłącznie w księżach, którzy parafię obsługują.

Wspólnota chrześcijańska jest zresztą przede wszystkim… wspólnotą. Bracia przeżywający wspólną drogę do Ojca przez Chrystusa w Duchu Świętym, dzielą swoje troski, nędze, słabości, radości, nadzieje. Miłość na różne sposoby i w różnym natężeniu przepaja ich więzi, tak że stają się oni naprawdę jednym ciałem. W parafii często odniesienie jednej osoby do drugiej sięga pułapu „hmm, to jest chyba ta spod piątki- ubrała zdecydowanie za krótką spódnicę”. Czasem zdarza się, że osiągnięty zostaje poziom gadki szmatki i dwuminutowej rozmowy po mszy.

Wyliczankę można by ciągnąć. Tymczasem wciąż słyszę, zarówno w katolickich mediach, jak i w rozmowach, że trzeba wreszcie odnowić parafie. Ożywić je jakoś. Coś zmienić wreszcie, kazać ludziom, by podali sobie ręce i się do siebie uśmiechnęli. Puścić Pasję Gibsona i zrobić potem dyskusję. Zaprosić znanego kaznodzieję. Kupić nowe ławki. Sprowadzić wikarego z dredami, żeby młodzi chodzili.

Eutanazja jest, jak wiadomo, absolutnie moralnie niegodziwa. Jednak odróżnia się od niej rezygnację z uporczywej terapii. Czasem trzeba pozwolić komuś umrzeć, bo to już niegodne i niepotrzebne, by podtrzymywać przy życiu na siłę. System parafialny można już odłączyć od respiratora i pożegnać się z nim.

Dyskusjom pod tytułem: co jest problemem polskich parafii? Co zrobić żeby je ożywić? nie ma końca. Może trzeba zmienić organistę? Stworzyć grupkę Caritas? Wprowadzić mszę trydencką? Zorganizować dla ministrantów obóz w Ciechocinku?

Co jednak naprawdę jest największym problemem każdej parafii? Wszystko to można skwitować następująco- największym problemem parafii są one same. Gdy ktoś przyjrzy się tej całej sytuacji bez uprzedzeń i przywiązań, musi potwierdzić, że trudno o coś bardziej sztucznego, fasadowego i zbędnego niż parafia.

Gdyby w końcu czasy parafialne się skończyły, byłby nie lada problem. Otóż osoby, które dotąd czuły się spokojnie spełniając parafialne obowiązki, musiałyby albo się w coś poważnego zaangażować, albo odejść. Nad wieloma stanęłaby potrzeba poważnej decyzji. Katolicy musieliby funkcjonować w świecie wzajemnych realnych relacji, odniesień, kontaktów, inicjatyw. Nie byłoby już społecznego zabezpieczenia w postaci parafii, która zaspokaja potrzebę religijną nie wymagając niczego w zamian. Po prostu trzeba by już było „być Kościołem”, zamiast dotychczasowego „chodzenia do kościoła”. Ponadto nastąpiłby pewien kryzys instytucjonalny, bo to właśnie system parafialny pozwala wszystko w Kościele unifikować i trzymać w ryzach. Zacząłby się zatem wielki harmider, chaos, burza. Byłoby bardzo niebezpiecznie, niespokojnie, żywiołowo. Nie przedłużając- byłoby chyba bardzo chrześcijańsko.

Komentarze (30)
  • Zasadniczo zgadzam się z marvalem. Czasy Trydentu, kiedy większość ludzi rodziła się, uczyła, zakładała rodziny, pracowała i umierała w jednej parafii, w której większość osób, lub przynajmniej rodzin jako tako się znała już się skończyły. W miastach, gdzie wiele osób i rodzin co kilka lat zmienia miejsce zamieszkania, pracuje w innej dzielnicy niż mieszka, często posyła dziecko do szkoły, zwłaszcza w wieku niepodstawówkowym w innej parafii, chodzi się bawić lub na zakupy jeszcze gdzie indziej, a rodzina i przyjaciele też są rozproszeni po wielu parafiach nie ma miejsca, z którym ci “nomadzi” mogliby się zidentyfikować. Na dodatek pierwsza zmiana zamieszkania gdy młodzi ludzie wyfruwają w świat z parafii, gdzie jeszcze mogli nawiązać bliskie relacje z innymi zrywa te więzi, a Kościół nie ma patentu na odtworzenie tych związków w nowych parafiach. Dlatego poza małymi miejscowościami, gdzie duża część mieszkańców zna siebie bardzo dobrze parafia nie jest wspólnotą. Ale parafia jako infrastruktura, która by służyła mniejszym wspólnotom jest potrzebna, bo mieszkania w blokach są za małe, by pomieścić 20-50 osób i więcej. Czyli rola czysto służebna, a nie centralna jak jest dziś. Przynajmniej w miastach.

    klaio
    klaio 2014.06.20 19:03
  • Dokładnie tak. Nawet pomijając zastrzeżenia natury ogólnej, po prostu kompletnie nie jest to pomysł na dzisiejsze czasy.
    Rzeczywiście w miastach szczególnie to widać. Ale sytuacja parafii wiejskich też nie jest taka klarowna. Tam nie ma jednego z wyliczanych przeze mnie negatywnych zjawisk- anonimowości. Jest tam najczęściej pewna realna wspólnota i konkretne więzi, wspólne przeżywanie rozmaitych spraw itp. Tylko na ile jest to wspólnota chrześcijańska, a na ile zwykła społeczność wiejska, która wtórnie jest “ochrzczona” i nazwana parafią…
    W każdym razie jedno jest pewne: tak jak jest teraz z tymi parafiami, to długo już być nie może.

    marval
    marval 2014.06.21 23:08
  • Zacząłby się zatem wielki harmider, chaos, burza. Byłoby bardzo niebezpiecznie, niespokojnie, żywiołowo. Nie przedłużając- byłoby chyba bardzo chrześcijańsko.

    A jakbyś rozwiązał sprawy takich grup jak Wir sind Kirche. Wydaje mi się, że przy dobrej woli z dwóch stron można było ten konflikt jakoś utrzymać w stanie przygaszonych, chyba tamtejsi biskupi nie dążyli do konfrontacji, czytałam, że wiele razy próbowali negocjować itp. zanim ogłosili ekskomunikę. Na miejscu takiego ruchu starałabym się zostać w Kościele jednocześnie starając się krok po kroku przenosić granice.

    maarta
    maarta 2014.06.22 09:15
  • @marval
    Wracając jeszcze do wpisu, zgadzając się z diagnozą nie podzielam nadziei w ozdrowieńczą moc zawalenia się obecnego systemu parafialnego. Moją ostrożność budzi zaufanie, że jak na placu pozostanie sam duch, to wszystko się wyklaruje kto jest “z wiary”, a kto tylko “z tradycji/kultury”. Nikt z nas nie spadł tu z nieba, pierwociny wiary przekazano nam w Kościele, który porównuję do brudnego paleniska, ale właśnie tu święty ogień jeszcze się żarzy. Jego elementem jest póki co słaba parafia, ale elementem, którego ja nie wiem, czym dziś zastąpić. Może istnieje inny “kanał” wiary, ale ja go nie znam. W odróżnieniu od konserwatystów popieram poszukiwania i eksperymenty oraz kwestionowanie tradycji, która nie pomaga, ale nie natrafiłem na żaden nowy pomysł, który budziłby mój entuzjazm. Nie wierzę, że ewentualne nowe rozwiązanie może być oderwane od “ciała”.

    Tylko na ile jest to wspólnota chrześcijańska, a na ile zwykła społeczność wiejska, która wtórnie jest “ochrzczona” i nazwana parafią…

    Bowiem właściwie to każdej bez wyjątku wspólnocie, nawet tej najbardziej uduchowionej da się zarzucić szczyptę “materializmu”, zawiązania się wokół spraw całkiem “immanentnych”, tradycyjnych, kulturowych. We wspólnotach wiejskich też się rodzi wielka wiara (mógłbym podać przykład mojej babci, żarliwej nie-dewotki, która jest dla mnie kamiennym słupem wbitym w dno rwącej rzeki, zawsze mogę się jej przytrzymać; spotkałem franciszkanina ze wsi, z prostych rodziców, których znałem, o którym można powiedzieć jak o Słudze Jahwe, że wyrósł jak korzeń z zeschłej ziemi i był znakiem “niemożliwego” – zginął potem na misji).

    Chociaż czas parafii “trydenckiej” minął, samych “trydentczyków” nie skreślam. Ich grupa choćby nie wiem jak się zarzekali może być i często jest elementem posoborowego ideału parafii jako wspólnoty wspólnot odnawiając ją niczym Odnowa, Neokatechumenat itp. wnosząc swoich uprzedzeń chyba nie więcej, niż inni. Mam z nimi trochę do czynienia i chociaż w istotnej części ich nie rozumiem, mam do nich głębokie zaufanie (może dlatego, że ci znani mi osobiście są w ogóle “nietoksyczni”, a nawet więcej, widzę że starają się żyć tak jak mówią i niedaleko im do Świętej Rodziny).

    @maarta
    Wir sind Kirche było/jest ruchem społecznym o dużym potencjale emocji, a takie mają kłopoty z racjonalnym kalkulowaniem, które jest właściwe bardziej grupom interesów (niekoniecznie nieszlachetnych). Przyjęcie takiej taktyki musiałoby oznaczać zrezygnowanie z niektórych najbardziej kontrowersyjnych dla hierarchii celów, co jak w każdym dynamicznym ruchu społecznym doprowadziłoby do rozłamu na skrzydło umiarkowane i radykalne, grupa ta nie pozostałaby sobą i nie wiadomo, czy by wtedy miała siłę by wnieść do Kościoła chociaż trochę swojej “tradycji”/pomysłów. Takie ruchy albo frontalnie wygrywają przeprowadzając “rewolucję”, albo od pewnego momentu gasną i z tym mamy chyba do czynienia w przypadku Wir sind Kirche.

    klaio
    klaio 2014.06.22 11:36
  • @ marval:

    W każdym razie jedno jest pewne: tak jak jest teraz z tymi parafiami, to długo już być nie może.

    Oj może może…

    Lu-que
    Lu-que 2014.06.23 00:30
  • @ maarta:
    No ja cenie takie oddolne ruchy i bardzo ładnie, że się takie rzeczy dzieją, ale niektóre postulaty, jakie zaczęły się tam pojawiać sprawiły, że trudno tu mówić o jakichś negocjacjach. Po prostu nic dziwnego, że doszło do tej ekskomuniki. Osobiście widzę w tym ruchu dużo bardzo ludzkiego, aż zanadto ludzkiego aspektu. Jakoś nie żałuję ich.

    marval
    marval 2014.06.23 08:42
  • klaio napisał(a):

    nie podzielam nadziei w ozdrowieńczą moc zawalenia się obecnego systemu parafialnego.

    Ja też nie jestem pewien, czy zawalenie tego systemu będzie miało ozdrowieńczą moc. W tym ostatnim akapicie to sobie gdybam tylko. Na pewno byłoby bardzo ciekawie, ale też burzliwie i na pewno trudno. Ja nie wyobrażam sobie też tego tak, że ktoś ogłosi, że parafie mają przestać istnieć. Chodzi mi o to, że one nie mają być właśnie w centrum uwagi. Są pewnie przydatne jako baza administracyjna, infrastruktura, jakiś instytucjonalny grunt dla wspólnot… Ale nie jest tak, że w centrum jest parafia, którą ożywiają “dodatkowe” wspólnoty i inicjatywy. Już teraz jest dokładnie odwrotnie- poważne rzeczy ludzie przeżywają właśnie w tych wspólnotach i to tam “się dzieje”, a parafia to tylko taka podkładka pod to. Nie jest tak?
    W parafiach wiejskich są osoby z żywą wiarą- zgoda. Ale chyba nie dzięki temu, że parafia jest takim świetnym zjawiskiem, raczej MIMO tego, że jest taka mizerna. Bóg działa posługując się oślą szczęką, albo nawet parafią.
    Podsumowując, nie chcę rewolucyjnych bojówek wrzucających granaty do kancelarii parafialnych, albo porywających proboszczów i zamykających ich w piwnicy. Chodzi mi tylko o to, żeby nie koncentrować uwagi i nie przyznawać zbyt wielkiej rangi temu, co już dawno w rzeczywistości tej uwagi nie jest godne, a rangi nie ma.

    właściwie to każdej bez wyjątku wspólnocie, nawet tej najbardziej uduchowionej da się zarzucić szczyptę “materializmu”, zawiązania się wokół spraw całkiem “immanentnych”, tradycyjnych, kulturowych.

    No dobrze, to prawda. Mimo wszystko kłóciłbym się parafia jest jakby z natury na to bardziej nastawiona.

    marval
    marval 2014.06.23 08:58
  • @ Lu-que:
    Serio? :)

    marval
    marval 2014.06.23 09:00
  • @ marval:
    Serio, serio. Parafia będzie trwała tak długo, jak długo będą trwały, albo przede wszystkim odgrywały pierwszorzędną rolę, wielowiekowe struktury kościelne. Parafia jest jedną z nich, związaną z pozostałymi. Nie spodziewałbym się ani jej zaniku, ani zmiany jej charakteru na służebną wobec wspólnot. Wspólnoty i parafia to są jednak dwa różne światy. Poza tym, żeby zostawić stare struktury, trzeba by mieć coś wzamian, dla czego można by je opuścić. Ale parafia to struktura powszechna, a Duch, dla którego można by opuścić te parafie, jak i sposób życia wokół nich uformowany, powszechny nie będzie. Taki jego los.

    Lu-que
    Lu-que 2014.06.24 00:08
  • W ramach post scriptum mogę dodać, że zmiany, jakie zachodzą w świecie, nie zmienią parafii, bo to są zmiany w świecie, a nie w kościele, a to wielka różnica. Te zmiany w świecie- większe komunikatywność, mobilność itd. – będą miały negatywne znaczynie dla parafii, sądzę, ale to jej nie zmieni, bo Kościół musiałby mieć coś w zamian, nikt nie zostawi struktury, nawet i wiekowej i przechodzonej, na nic. Ale z tym “coś” w Kościele jest właśnie problem, m. in. dlatego, że tego “czegoś” jest mało.

    Lu-que
    Lu-que 2014.06.24 00:13
  • @ Lu-que:
    Parafia (i nie tylko parafia) będzie trwała tak długo, jak długo będzie generować pieniądze na związanie końca z końcem. Wbrew temu co opowiadają antyklerykałowie, z pieniędzmi w przeciętnych parafiach nie jest różowo. Brak pieniędzy wymusi zmiany. To nie cynizm, to realizm. I wcale to nie sprzeciwia się wierze, że nad wszystkim będzie czuwać Duch.

    klaio
    klaio 2014.06.24 10:59
  • @ klaio:
    Wątek finansowy nie sprzeciwia się temu, co napisałem, raczej dorzuca jeszce jeden aspekt sprawy. Nie neguję takiego spojrzenia, interesuje mnie jednak powód głębszy, tzn. to, dlaczego znajdują się pieniądze na parafie, bo to znaczy, że znajdują się pieniądze na pewien sposób życia ludzki i funkcjonowania Kościoła,jak i to, dlaczego się skończą.
    Myślę, że pieniądze skończą sie wtedy, kiedy wyczerpie się ten sposób życia i ten sposób funkcjonowania, i to ta zmiana – na poziomie mentalnym – w pierwszym rzędzi wymusi zmiany, brak pieniędzy będzie powodem drugorzędnym. choć pewnie dającym się odczuć. Mówiąc inaczej, zabraknie pieniędzy, kiedy zabraknie ludzi, a zabraknie ludzi, bo w ludziach zachodzą zmiany.
    Nie do końca zrozumiałem zdanie, że to nie sprzeciwia się temu, żę nad wszystkim będzie czuwał Duch. Chodzi o upadek struktur kościelnych?

    Lu-que
    Lu-que 2014.06.24 21:25
  • @ Lu-que:
    Nie wiadomo, która przyczyna jest bardziej pierwotna/głębsza – czy koniec pewnego sposobu życia wpływa na spadek wpływów, czy brak wpływów przyczynia się do końca pewnego sposobu życia. Prawdopodobnie Kościół polski rocznie zbiera więcej pieniędzy niż 20 lat temu, ale jeszcze więcej ich potrzebuje, by utrzymać status quo. Z drugiej strony, z tego, co słyszę Kościół niemiecki jest bardzo bogaty, ale to nie hamuje jego więdnięcia (dotychczasowego “sposobu życia”).

    Co do ostatniego pytania chodziło mi o to, że to cierpienie, jakim będzie ewentualny upadek tego, co nam znane i bliskie nie będzie ostatnim słowem. Ducha przywołałem, by moja obserwacja o roli pieniądza w tym procesie nie była odebrana jako czysty materializm i determinizm. Zamiast o upadku, wolę pisać o przekształceniu struktur kościelnych – Świątynia (co najmniej!) dwa razy została zburzona, a my się nadal jakoś trzymamy, trochę inni, ale żyjemy.

    Np. oprócz parafii dojrzewa konieczność namysłu nad seminariami. Przed Trydentem następcę przysposabiał sobie każdy proboszcz z chłopaka wziętego z ludu. Ta formacja zawiodła w czasach reformacji, a nawet być może była jedną z przyczyn kryzysu. Nie wiem, czy dziś klerycy powinni być skoszarowani, czy nie lepiej by było by na co dzień mieszkali na plebaniach żyjąc bliżej ludzi i dochodząc do uczelni . Może strat byłoby więcej, ale rozczarowań mniej. Ale nie wiem, ktoś mógłby kontrować taki pomysł argumentem, że niewielu chłopaków zakorzenionych w parafii pozwoliłoby się Kościołowi oderwać od pieleszy i wysłać na zagrożone “odcinki”.

    Tak naprawdę obie dyskusje, bo o modelu parafii także, powinny być odpryskiem zasadniczej dyskusji o kapłaństwie. Katechizm o kapłaństwie służebnym mówi, że jest funkcją kapłaństwa powszechnego. O kapłaństwie służebnym mamy wielostronicowy wykład, natomiast o kapłaństwie powszechnym w Katechizmie jest ledwie kilka wzmianek – uwaga autora jest rozłożona całkowicie nieproporcjonalnie. Tymczasem jeżeli kapłaństwo powszechne jest niedodefiniowane, to choćbyśmy napisali nie wiem jak wiele o kapłaństwie służebnym też będzie ono niedodefiniowane (pamiętam, Krzysztof kiedyś zastanawiał się tutaj, jak kapłaństwo służebne mogłoby ewoluować, ale nie potrafię szybko odnaleźć tego linku).

    I tu chcę zatoczyć pętlę i wrócić do pieniędzy. Jak patrzę w jaki sposób Kościół radzi sobie z niedoborem księży na Zachodzie (aneta.maria polecała tu kiedyś raport dominikanów holenderskich na ten temat) to zaczynam mieć wątpliwości co do tezy, że brak pieniędzy wymusi zmiany w modelu parafii. Bo hierarchia woli łączyć parafie, zostawiać wiernych bez eucharystii w niektóre niedziele, ale o kapłaństwie nie chce rozmawiać. Twarde sztuki.

    klaio
    klaio 2014.06.25 00:00
  • @ klaio:
    W mojej kuchni o 12 m2 mieściło się swego czasu na nieszporach 20+ osób :)

    No i w ogóle, panowie, macie rację, że to system naczyń połączonych i runąć musi wszystko. Ja czekam :)
    I jakkolwiek rozumiem argument z “wychowywania się w parafii”, to niestety, ma on poważny kontrargument w postaci “gorszenia się miałkością parafii”. Nie sądzę, by ludzi zgorszonych martwotą i bylejakością było mniej niż tych uczących się pobożności.

    aneta.maria
    aneta.maria 2014.06.25 13:53
  • Daję “lajka” komentarzowi Anety. Ileż takich historii, że ktoś się potknął o ten próg parafii i tak się zgorszył, że już dalej nie próbował. Może parafia jest często potrzebna, żeby kogoś “złowić” w coś poważniejszego, ale ile razy jest też inaczej- ktoś się tak zniechęca, że już nigdzie dalej nie pójdzie. Taki miecz obosieczny z tej parafii.

    klaio napisał(a):

    Np. oprócz parafii dojrzewa konieczność namysłu nad seminariami.

    Zależy w kim dojrzewa. Może w nas. Ale w odpowiedzialnych za to? Hmm…
    Biskup, który próbował robić poważne, sensowne seminarium, został od niego odsunięty, a w końcu wypędzony na drugi kraniec Polski. Szkoda gadać.

    marval
    marval 2014.06.25 16:39
  • @ klaio:

    Myślę, że to zawsze jest zmiana sposobu życia, że to czynnik ludzki jest pierwotny, czynnik ekonomiczny jest drugorzędny. Cóż po pieniądzach, skoro nie ma ludzi ? Fakt, że są pieniądze w Kościele niemieckim nie zmienia faktu, że on się wyludnia. Nie znam dokładnie sytuacji Kościoła w Niemczech, ale rozumiem, że tamtejsze parafie też ulegają likwidacji tudzież przekształceniom w większe jednostki organizacyjne? To się dzieje z powodu braku ludzi, nie pieniędzy. Nie widzę jak przykład Kościoła polskiego miałby temu przeczyć. O ile wiem, to Kościół w Polsce stoi dobrze finansowo, ale myślę, że struktury utrzymują się przede wszystkim dlatego, że są ludzie, którzy w nich funkcjonują. Nie sądzę, żeby istniały jakieś przypadki likwidacji struktur, którym nie towarzyszy odpływ ludzi, przy czym chodzi mi o znaczny odpływ, o zasadniczą, mocną tendencję, tak, jak i nie sądzę, żeby istniały przypadki odpływu pieniędzy bez znacznego odpływu ludzi.

    Co do przekształcenia struktur kościelnych, ostatniego słowa i Ducha – zgodziłbym się, że upadek starych struktur mógłby ułatwić pewne rzeczy w Kościele, likwidując jakieś przeszkody strukturalne, natomiast nie wierzę w ogóle, że sam upadek struktur miałby coś spowodować. Przykład Kościoła na zachodzie pokazuje to dobitnie, stare rzeczy upadają, nowych za bardzo nie widać. Nowe rzeczy potrzebują nowej jakości, koniec starej nie wystarcza. Dlatego nie czekam aż tak, jak Aneta, na to, co przyniesie koniec dawnych struktur, jeżeli on nastąpi. Uważam, że sam ich koniec nic nie przyniesie.

    Co do kwestii seminarium, to cały temat. Aczkolwiek kontrargument, że niewielu chłopaków dałoby się oderwać od pieleszy w parafii i wysłać na zagrożone odcinki uważam za paradoksalny- to raczej argument za reformą dotychczasowego modelu seminarium, a nie przeciw. W dzisiejszym świecie taka postawa nie ma przyszłości ani żadnej racji istnienia, świat zje takich ludzi na pierwsze śniadanie. Temat kapłaństwa to też cały temat na dyskusję, tak jak temat władzy i pojmowania życia duchowego w Kościele. Dodam jeszcze, że rozumiem, że koniec pieniędzy mógłby być jakimś impulsem dla zmian w Kościele, ale, szczerze mówiąc, nie czekam specjalnie na zmiany podyktowane takim motywem, choć mogę je uznać w jakimś sensie za znak czasu.

    Lu-que
    Lu-que 2014.06.25 19:55
  • @ Lu-que:
    Jasne, że sam upadek nic nie przyniesie. Tak jak pomyłką jest lokowanie nadziei w jakichś strukturach, tak też pomyłką jest lokowanie jej w upadku tychże. Można jednak się spodziewać, że taki upadek byłby sposobnością do pewnych przeobrażeń, które bardzo dobrze Kościołowi zrobią. Oczywiście nie musi się to stać zaraz. Może się nie stanie wcale, to rzeczywiście nie jest pewne.
    Chodzi też o to, żeby było prawdziwie. Parafie to coś trochę nieprawdziwego, tak twierdzę w tym tekście.
    Wiadomo, że struktury jakoś pewnie muszą być. Jedne są lepsze, drugie gorsze, żadne nie sprawią, że powiemy: jest super, oto niebo na ziemi. Ale dobrze by było, by te struktury przynajmniej nie przekłamywały rzeczywistości. Struktura parafialna przekłamuje, bo mówi, że oto są wspólnoty parafialne i one są najważniejsze, a w rzeczywistości są one w ogromnej mierze fikcyjne. System parafialny ma tylko jedną zaletę- jest klarowny i prosty w odgórnym zarządzaniu. Innych zalet nie ma.
    Dlatego ja też czekam, aż się to skończy. Niekoniecznie drastycznie i rewolucyjnie, ale przynajmniej przez jakieś zdrowe przestawianie akcentów.

    marval
    marval 2014.06.25 21:48
  • @ marval:

    Zrozumiałem, co pisałeś w tekście. Zgadzam się, że osłabienie tego systemu, lub jego zniknięcie, byłoby szansą dla pojawienia się czegoś innego, czy też na uzyskanie nowej pozycji przez coś innego. Natomiast nie wierzę w przeobrażenie parafii w strukturę podległą czy służebną wobec czegoś innego, bo tak niewinnie brzmiące “przeobrażenie” czy “przestawienie akcentów” wymagałoby niesamowitej rewolucji w Kościele, zwrócenia uwagi na coś innego, kierowania się innymi pryncypiami, Myślę, że parafie znikną (tam, gdzie znikną), ale się nie przeobrażą nigdy w taką strukturę, tzn. strukturę służebną względem czegoś innego.

    Lu-que
    Lu-que 2014.06.26 00:00
  • Lu-que napisał(a):

    Myślę, że parafie znikną (tam, gdzie znikną), ale się nie przeobrażą nigdy w taką strukturę, tzn. strukturę służebną względem czegoś innego.

    No ok, ja myślę, że mogłyby się też tak przeobrazić.

    marval
    marval 2014.06.26 00:29
  • @ Lu-que:
    Ja nie potrafię zająć w naszej dyskusji zdecydowanego stanowiska – mój sceptycyzm budzą wszystkie argumenty, którym jednak nie odmawiam racjonalnych przesłanek, nawet jeśli się same kontrują. Z jednym nie mogę się zgodzić zdecydowanie – że wychodzenie z parafii na zagrożone odcinki

    W dzisiejszym świecie taka postawa nie ma przyszłości ani żadnej racji istnienia, świat zje takich ludzi na pierwsze śniadanie.

    bowiem ja znam takich księży, którzy właśnie tak wyruszają w świat i póki co widzę, że zmieniają go po kawałku. Zresztą nie jest to tylko doświadczenie pewnych grup w Kościele katolickim, zakonów misyjnych (np. co natknę się na werbistę, to dech mi zapiera), ale też kościołów protestanckich (patrz John Godson) albo działalność misyjna grupy żydowskiej Chabad Lubawicz.

    @anata.maria,
    Ja też się spodziewam kryzysu, ale nie wierzę, że potem będzie lepiej. Będzie tak samo. Ludzie są zbyt różnorodni, by nie znaleźli się jacyś zgorszeni “nowym, wspaniałym Kościołem”.

    @marval
    Episkopat uruchamia właśnie projekt centralnego dla całej Polski seminarium dla osób powyżej 30 – biskup Ryś z Krakowa to pilotuje. Ma to być zupełnie nowa jakość. Nie jest więc tak, że nic się nie dzieje, ale z pewnością ta ewolucja, za którą optuję może się okazać zbyt wolna i zbyt płytka by uprzedzić kryzys.

    Co do wspomnianego biskupa znam trochę jego przypadek. Był powszechnie znielubiany przez księży tej wiejskiej i małomiasteczkowej diecezji, bo zmiany, z którymi ja sympatyzuję wprowadzał brutalnie mnożąc wrogów swojej wizji Kościoła. Sam czytałem na jego blogu publikowanym na stronach diecezjalnej rozgłośni radiowej jak odpowiedział księżom pytającym o zmiany (w skrócie) „jestem waszym biskupem, macie nie myśleć tylko robić co każę”. Czyli metody trydenckie w imię postępu, jak niestety Franciszek w przypadku Franciszkanów Niepokalanej. W Kościele rozróżniamy, czy ktoś jest konserwatystą czy jest za zmianami sądząc po deklarowanych celach, a tymczasem nie w mniejszym stopniu powinniśmy sądzić po metodach, które stosuje zmierzając ku tym celom. Wtedy wielu liberałów okaże się w rzeczywistości konserwatystami mającymi kłopot z wolnością innych – swoich księży, świeckich, jak ten biskup, który wszczął awanturę o odebranie lokalnemu KIKowi prawa do używania w nazwie „katolicki”, bo Klub okazał się za mało liberalny i zaprosił na spotkanie prelegenta z przeciwległego biskupowi bieguna.

    klaio
    klaio 2014.06.26 00:56
  • @ klaio:

    Chyba się nie zrozumieliśmy, Ja pisząc o postawie, która nie ma żadnej racji istnienia w dzisiejszym świecie, a o ludziach ją prezentujących, że świat zje ich na pierwsze śniadanie, pisałem nie o tych, którzy wychodzą na zagrożone odcinki, ale o tych, którzy na nie nie wychodzą, którzy nie chcą opuścić pieleszy swojej parafii. Świat ich, tzn. tych nie wychodzących, dopadnie prędzej lub później, myślę zresztę, że raczej prędzej, a życie ich zmieli.

    Lu-que
    Lu-que 2014.06.26 01:12
  • @ klaio:
    Tak, też znam dość dokładnie sprawę rzeczonego biskupa. Bloga również czytuję i ten wspomniany motyw kojarzę. Wiem, że to człowiek twardy i ciężki, co pogorszyło na pewno sprawę. Bo o ile go nie lubiano już za same idee, o tyle charakter i metody były pewnie gwoździem do trumny. Mimo wszystko ubolewam głęboko, że to tak poszło.

    Natomiast pierwsze słyszę o tym seminarium dla osób powyżej 30. Bardzo, bardzo dobra wiadomość przed zaśnięciem. Dzięki.

    marval
    marval 2014.06.26 01:22
  • Być może w przyszłości chrześcijanie będą skupiać się jedynie wokół konkretnych liderów i tworzyć luźno ze sobą związane (albo wcale) grupy o różnej duchowości/światopoglądzie. Zastanawiam się, czy takie grupy mogłoby coś łączyć w większy Kościół oprócz dobrej woli. Miałyby więzy międzyludzkie wewnątrz, same utrzymywałyby infrastrukturę. Teraz problemem jest kapłaństwo, dostęp do sakramentów, choć niektóre grupy mają swoich księży, choć nie są z nimi na stałe związani, bo przecież mogą zostać przeniesieni. Zastanawiam się czy dla takich grup działałby autorytet biskupa, chyba ten autorytet musiałby byc rzeczywisty, a nie tylko instytucjonalny.

    maarta
    maarta 2014.06.26 08:33
  • klaio napisał(a):

    Ja też się spodziewam kryzysu, ale nie wierzę, że potem będzie lepiej. Będzie tak samo. Ludzie są zbyt różnorodni, by nie znaleźli się jacyś zgorszeni “nowym, wspaniałym Kościołem”.

    :D W pewnym wieku nie wypada już nic innego myśleć ;) Jak się oglądało tyle upadków wszelkich pięknych idei, ofiar z życia, poświęceń. Wszystko się jakby kończy “#$@*7, *^$% i kamieni kupą”. Przynajmniej tutaj.

    Nie będzie “lepiej” w sensie lepszego Kościoła. Natomiast samo zauważenie, że nie o to chodziło Jezusowi i nawet jego uczniom, jest cenne. Samo uderzenie po oczach faktem, że to my, ludzie, sami sobie zmajstrowaliśmy te świętości – ożywcze.

    aneta.maria
    aneta.maria 2014.06.26 12:18
  • @ maarta
    A co nas, różne, trochę wolne elektrony trzyma wokół didaskalosa? Też nie ma jednej odpowiedzi, ale mnie trzyma to, o czym napisał kiedyś bohjan – każde z nas idzie niepewne w ciemności i chce usłyszeć głos drugiego, nawoływanie by się upewnić, że nie gubi kierunku, i sam daje głos by pomóc innym, by usłyszeli. Im bardziej otoczenie będzie nieprzyjazne ciemnością, tym bardziej chrześcijanie powoływani w rozproszeniu będą się szukać i zbliżać, a potem ich grupy też będą się nawoływać. Kiedy odeszli apostołowie, co skłaniało wspólnoty drugich chrześcijan by trzymać się mniej więcej razem? Pewnie m.in. wrogie społeczeństwo. Niektórych nas pewnie jednoczy poczucie niedopasowania do codzienności Kościoła “głównego nurtu”. Kiedyś i ja miałem poczucie odrzucenia, a w porywach zagrożenia ze strony innych w Kościele, ale to minęło. Mimo to nadal odnajduję się jednak w tym znanym wam pewnie fragmencie z Listu do Diogeneta: “Chrześcijanie nie różnią się od innych ludzi ani miejscem zamieszkania, ani językiem, ani strojem. (…). Mieszkają w miastach greckich i barbarzyńskich, jak komu wypadło, stosują się do miejscowych zwyczajów w ubraniu, jedzeniu, sposobie życia (…). Mieszkają każdy we własnej ojczyźnie, lecz niby obcy przybysze. Podejmują wszystkie obowiązki jak obywatele i znoszą wszystkie ciężary jak cudzoziemcy. Każda ziemia obca jest im ojczyzną i każda ojczyzna ziemią obcą“.

    @ marval:
    O seminarium dla 35+ od października w Krakowie:
    http://ekai.pl/wydarzenia/temat_dnia/x76244/bedzie-seminarium-dla-kandydatow/

    klaio
    klaio 2014.06.26 13:35
  • @ maarta:

    Być może w przyszłości chrześcijanie będą skupiać się jedynie wokół konkretnych liderów i tworzyć luźno ze sobą związane (albo wcale) grupy o różnej duchowości/światopoglądzie.

    Może tak właśnie będzie. Pewnie w niewielu miejscach, bo chrześcijaństwo bynajmniej nie ogranicza się do Europy, ale tu może tak to będzie wyglądało.

    @ klaio:
    Ładny ten cytat z listu do Diogeneta. Może nie bardzo oddaje tym, czym są chrześcijanie dzisiaj, niemniej jednak ładny.

    Lu-que
    Lu-que 2014.06.27 14:28
  • @ Lu-que:
    “Poszukujący Prawdy nie różnią się od innych katolików ani miejscem zamieszkania, ani językiem, ani strojem. (…). Mieszkają w parafiach miejskich i wiejskich, jak komu wypadło, stosują się do parafialnych zwyczajów w hierarchii, liturgii, sposobie życia (…). Mieszkają u swojej wałsnej Matki, lecz niby obcy przybysze. Podejmują wszystkie obowiązki jak parafianie i znoszą wszystkie ciężary jak wykluczeni. Każda wspólnota jest im ojczyzną i każda ojczyzna wspólnotą obcą“.

    klaio
    klaio 2014.06.27 15:25
  • @ klaio:
    A no tak, teraz tak. Przy takiej, znamiennej, swoję drogą, egzegezie tego tekstu, ok.

    Lu-que
    Lu-que 2014.06.27 17:17
  • @klaio:

    Nie znałem przytoczonego tekstu, ale bardzo mi pasuje w tym miejscu i tej dyskusji.
    Czytając Wasze wypowiedzi i komentarze co kilka zdań pojawiało się we mnie: tak – sam patrzę podobnie na parafię i wszystko, o czym piszecie
    I nagle ten tekst
    Zgadzam się również ze słowami Diogeneta – w tym co zewnętrzne (miejsce zamieszkania, strój, obciążenia) ja też się nie różnię od sąsiadów, jestem taki sam, jak reszta mieszkańców tej mieściny, w której się urodziłem i wychowałem
    Jutro, jeśli będzie, wstanę rano i będę wykonywał zlecone czynności, po drodze postaram się nikomu nie zrobić krzywdy, jadąc samochodem i, co chyba najistotniejsze w tej dyskusji, nikomu nie będę opowiadał, że jestem chrześcijaninem – choć od razu pojawia się pytanie: czy nie powinienem opowiadać?
    W tej chwili czuję jednak, że nie będę – tak publicznie

    Jednak to wszystko dzieje się na zewnątrz – odniosłem wrażenie, może mylne, ale jakby przebijające się z wypowiedzi, że to “zewnątrz” ma się zmienić.
    I ja jakoś mam się do tego przyczynić, jakoś w tym uczestniczyć, zbliżać lub odsuwać od tego

    Na zewnątrz, jak pisze Diogenet, niczym się nie różnię, ale bardzo chcę się różnić wewnątrz. Nie znam tego listu, ale musiał o tym też pisać.
    Chcę się różnić wewnątrz
    I nie czekać na zmianę “zewnątrz” – “zewnątrz” zmienia się tak szybko, że nawet tych zmian nie rejestruję

    Moje “zewnątrz” to przestrzeń, na którą mam wpływ – realny lub pośredni.

    Czy ja dziś mogę zmienić parafię, w której geograficznie żyję? Realnie marnie oceniam swoje szanse.
    Bardziej pociąga mnie kierunek (opis) pokazany w Dziejach Apostolskich: wszyscy, którzy na nich (Chrześcijan) patrzyli, mówili: jakże Oni się miłują

    PawelM
    PawelM 2014.06.29 21:44
  • Dla PawłaM i innych zaintrygowanych Listem do Diogeneta:
    http://www.opusdei.pl/pl-pl/article/list-do-diogneta/

    klaio
    klaio 2014.06.30 12:32

Add Comment Register



Napisz komentarz