Kanonizacja

Gdy miałem dziewięć lat, papież był w moim mieście. Wystarczy powiedzieć „papież”, bo to był dla mnie wtedy synonim Jana Pawła II. Nie wyobrażałem sobie, żeby mógł być jakiś inny papież, niż Polak, Jan Paweł II. Msza była na lotnisku na obrzeżach miasta, dokąd wszyscy szliśmy pieszo. Nad miastem latały samoloty rozpylające jakiś środek na okropnie dokuczające meszki. Miałem dziewięć lat i nie wiedziałem za bardzo co to msza, ani co to papiestwo. W dziecięcej główce miałem tylko tyle, że przyjechał papież i że to bardzo ważne. Dla takiej poważnej i wyjątkowej okoliczności warto było nawet wytrzymać długą wędrówkę i jeszcze dłuższą, nudną dla mnie wówczas ceremonię.

Po drodze trafiliśmy idealnie na moment, kiedy papież przejeżdżał z katedry świętych Janów do auli uniwersyteckiej, gdzie miał się spotkać z przedstawicielami nauki. Tata podniósł mnie do góry, żeby tłum nie przeszkodził mi w zobaczeniu papieża z niedużej odległości.

Stało się coś dziwnego – gdy Jan Paweł II przejeżdżał obok, a ja wpatrywałem się w jego twarz, nagle on spojrzał na mnie i poczułem coś takiego, jakby mnie jakoś głęboko znał. Jakby się jakoś ze mną spotkał, chociaż nie zamieniliśmy ani słowa. O powadze tego wydarzenia z dzieciństwa świadczy dla mnie fakt, że gdybym usłyszał coś takiego od kogoś innego, to na pewno bym to wyśmiał jako głupią pobożną historyjkę. Nie mogę jednak wyśmiać, bo to moje własne. Dziwne.

Wcale nie chodzi o niego konkretnie. Od tamtej pory czasami mi się zdarzają takie rzeczy. Nie często, ale też nie rzadko. Czasami. Spotykam kogoś i w jakichś słowach, rozmowie, a czasem nawet bez rozmowy, coś się odsłania, coś się ujawnia, jakaś głębia wypływa na wierzch. Czuję się poznany i poznający. Po całej sekwencji powierzchownych, płytkich, płaskich spotkań nagle spotykam się z kimś tak niespodziewanie naprawdę. Nagle ktoś zrywa zasłonę i mówi – słowem, lub tylko swoją obecnością – coś, co było dotychczas skryte. Nie bez powodu kluczowym pojęciem teologii jest objawienie i nie bez powodu grecki termin prawda jest zaprzeczeniem skrytości. Pojawia się coś prawdziwego, jakiś wyłom, coś się ujawnia czasem. Te chwile nadają dopiero sens pozostałym. A spotkania, które takie ujawnienie dają, są ostatecznie spotkaniami z kimś więcej niż człowiekiem.

Pewnie takich ludzi, którzy są szczególnie przejrzyści, transparentni na takie odsłonięcie, nazywa się świętymi. Są oni tutaj, a jednak pokazuje się w nich coś więcej niż tutaj. Dlatego z radością przyjąłem kanonizację Jana Pawła II. Byłem w stanie nawet wytrzymać gadki narratorów TVP, choć było trudno. Szczególnie jak musiałem znowu się nasłuchać, że „do ołtarza podchodzi kobieta, której cudowne uzdrowienie potwierdzili lekarze specjaliści”. Moim zdaniem lekarze potwierdzający takie rzeczy powinni być zwalniani z pracy. Poza tym nie ma żadnego „kultu relikwii” i „kultu świętych”, a jedynie cześć. Kult w Kościele jest oddawany jedynie Bogu. Taka ciekawostka.

W każdym razie cieszę się dziś, że mogę być we wspólnocie, która dostrzega i afirmuje, że są spotkania, które nie ograniczają się do jakichś interesów, prawa, zwyczajów lub emocji. Zdarzają się prawdziwe spotkania i one są misteryjne, czyli odsłaniają głębię. Takie spotkania mogą się nawet zdarzać po pijaku na weselu, co mnie bardzo zdziwiło.

Komentarze (8)
  • Tydzień temu koleżanka opowiadała o swoim bardzo podobnym, wzrokowym spotkaniu z Janem Pawłem II w czasie jego przejazdu, ona była chyba wtedy nastolatką.

    Byłam wczoraj w parafii na mszy dziękczynnej za kanonizacje, proboszcz powiedział ciekawe kazanie. Podobno Jan Paweł II przed każdym spotkaniem modlił się za osoby, z którymi miał się spotkać. Mówił, że pomaga mu to dostrzec oblicze Chrystusa w tym człowieku, czy ludziach. Z jednej strony to trochę dziwne, bo wolałabym, aby osoba spotykająca się ze mną dostrzegała moje oblicze… ale z drugiej strony jak widać dawało to wspaniałe rezultaty. A jest to przecież prosta czynność, nie tylko świeci mogą ją praktykować, więc myślę, że to dobry wzór do naśladowania :)

    maarta
    maarta 2014.04.28 11:55
  • Nooo, ładnie napisałeś. Bardzo.

    aneta.maria
    aneta.maria 2014.04.28 22:50
  • Marvalu, żałuję, że nie przeczytałem tego przed niedzielą – albo że to Ty nie jesteś komentatorem tv :) Myśl i pisz, dziel się – to mocne i prawdziwe, coś napisał; i ładne :)
    Pozdrawiam serdecznie

    bohjan
    bohjan 2014.04.29 15:14
  • @ maarta
    :)
    @ aneta.maria
    :)
    @ bohjan
    :)

    marval
    marval 2014.04.29 23:24
  • Mi natomiast Karol Wojtyła jest bliski, bowiem wziął w obronę moją niszową grupę przed Kościołem ludowym, który w dobrej wierze wierzył, że obrażamy Boga nie trzymając się uświęconego porządku i należy nas przepędzić. Miałem osobiste spotkania z nie trzymaną na wodzy przez pobożnych księży i lud wrogością do nas, emocjonalnych i duchowych kalek, bo większość z nas przyszła do Kościoła z rozpaczy. Dziś dzięki niemu się to już uspokoiło, ale 20 lat temu naprawdę nie wiem, gdzie w swoim rozchwianiu bym trafił, może poza Kościół, gdyby nie jego interwencja. Wojtyła ma więc pośredni, ale bardzo głęboki wpływ na to, jaki jestem dziś. Dlatego czuję z nim osobistą więź.

    Jak słoń pamiętam jego słowa w czasie mszy św. na Zaspie w Gdańsku w 1987 kierowane do upokorzonej podziemnej Solidarności: “Mówię do was, ale też za was”. Mówił wtedy za mnie, słuchałem tego tam na miejscu i bardzo to przeżywałem, jak nigdy był dla mnie bratem, kimś serdecznie bliskim. Nasze spojrzenia jak u marvala nigdy się nie skrzyżowały, ale to jest własnie to, nawiązanie osobistego kontaktu przez zmysły.

    A wczoraj w długiej trasie włączam Radio Maryja i słyszę jego kazanie z Łomży w 1991 r. Mówiąc o seksualności szedł pod prąd, powiedział, że nie wszystko w małżeństwie jest dopuszczalne, np. nasycanie się nagością współmałżonka jest niebezpieczne. Komu to się wydaje zbyt augustiańskie niech się dowie, że Kant uważał tak samo (i last but not least Jarosław Dudycz, który u nas popełnił kiedyś tekst na podobny temat). Kwartalnik “Pressje” wydał ze dwa lata temu cały numer pod przewodnim tytułem “Zabiliśmy proroka”. Coś w tym jest.

    Ale jest i druga strona medalu – nasze wzruszenia chcą wykorzystać do tego, by nic nie robić tylko konserwować to, co akrurat średnio wyszło. Taka kościelna “polityka historyczna”, która ma pokrywać miałkość teraźniejszości, przypominaniem wielkich wydarzeń przesłonić skrzeczącą rzeczywistość. Irytuje mnie, że w imię jedności wymaga się ode mnie bym wspierał tą linię co najmniej przez grzecznościowe milczenie. I to mnie irytuje, że się na to zgadzam.

    klaio
    klaio 2014.05.01 10:15
  • @ Marval

    Nie często, ale też nie rzadko. Czasami. Spotykam kogoś i w jakichś słowach, rozmowie, a czasem nawet bez rozmowy, coś się odsłania, coś się ujawnia, jakaś głębia wypływa na wierzch. Czuję się poznany i poznający.

    No fajne, fajne. Tak to jest. Przynajmniej u mnie.

    Nie bez powodu kluczowym pojęciem teologii jest objawienie i nie bez powodu grecki termin prawda jest zaprzeczeniem skrytości. Pojawia się coś prawdziwego, jakiś wyłom, coś się ujawnia czasem.

    No, ale tu to nie wiem, nie wiem… Ukryta prawda, greckie terminy, jakieś filozofie może, toż to jakaś platonizacja chrześcijaństwa… A fuu :)

    Lu-que
    Lu-que 2014.05.01 11:23
  • @ klaio:
    Czemu dzięki niemu się uspokoiło? Chodzi o list z 1990 roku, gdzie prosi biskupów, by “doceniali i wspierali”? To miało jakieś duże znaczenie? Przepraszam, że tak łopatologicznie dopytuję o to, co być może jest oczywiste, ale interesuje mnie to, a nie wiem jak to dokładnie było.

    Ale jest i druga strona medalu – nasze wzruszenia chcą wykorzystać do tego, by nic nie robić tylko konserwować to, co akrurat średnio wyszło.

    A cóż Pana zdaniem “średnio wyszło” i na czym polega ta miałkość teraźniejszości? Też mam takie odczucia, ale jestem ciekaw, co Pan ma konkretnie na myśli.

    @ Lu-que:
    :))))))))))))))))))))))))))))))))))))))))))))))))

    marval
    marval 2014.05.01 16:17
  • @ marval:
    Tak, Kościół jak każda silnie zhierarchizowana instytucja – wojsko, policja, straż pożarna oparta na „rozkazie” działa w ten sposób, że jak centrum zajmie jakieś stanowisko, to wielu, zwłaszcza „skadrowanych” jej członków przyjmuje to do wykonania, choćby wcześniej miało przeciwne zdanie. Pana pytanie mnie trochę peszy, bo sugeruje, jakbyśmy znali dwa różne Kościoły, więc w pierwszej kolejności sam siebie pytam, czy to może ja jestem oderwany od realiów.

    Na drugie pytanie napisałem odpowiedź, ale zmieniłem zamiar i zamieszczę ją kiedyś indziej, bo okazja na pewno się zdarzy. W tych dniach nie byłoby właściwe pisanie o niedomaganiach Kościoła wykreowanego w znacznym stopniu przez papieża, szczególnie w tym okresie, który dla wielu jest kairosem. Ja napiszę jedno, Pan się nie zgodzi i się pokłócimy, albo odwrotnie, wspólnie coś potępimy i może jeszcze wciągniemy kogoś w nasz wir płosząc jego dobre przeżycia związane z tymi dniami. Popełniłem błąd, że zawadziłem o ten temat w ostatnim akapicie swojego komentarza, więc przepraszam. Nie jest to żaden unik – upoważniam Pana do wywołania mnie w przyszłości do tablicy z powołaniem się na powyższą deklarację.

    klaio
    klaio 2014.05.02 01:23

Add Comment Register



Napisz komentarz