Nowy Byt – Paul Tillich

Przetłumaczyłem sobie luźno, nieprofesjonalnie i na własny użytek jedno z kazań Paula Tillicha. Kazanie to Tillich wygłosił do środowiska akademickiego niedługo przed swoim odejściem na emeryturę, w 1955 roku w Nowym Jorku. Bardzo mi się spodobało. Po przejrzeniu polskiej już wersji stwierdziłem, że da się chyba w miarę czytać – tzn. ogólnie oczywiście amatorszczyzna, ale sens, jak mi się zdaje, jest zachowany. Pomyślałem więc, że powieszę to w sieci, bo kto wie – może komuś się do czegoś przyda, ktoś będzie kiedyś tego jakoś szukał i tu znajdzie, lub po prostu ktoś przypadkiem wpadnie, przeczyta i mu się spodoba. Moim zdaniem jest dość ciekawe. Kazanie The New Being stanowi drugi rozdział zbiorku o tym samym tytule, wydanego w 1955 roku przez Charles Scribner’s Sons.

***

Bo ani obrzezanie nic nie znaczy ani nieobrzezanie, tylko nowe stworzenie. Ga 6, 15

 

Gdyby mnie poproszono, bym podsumował w kilku słowach przesłanie chrześcijaństwa dla współczesności, powiedziałbym razem z Pawłem: jest to przesłanie o Nowym Stworzeniu. O Nowym Stworzeniu można także przeczytać co nieco w Drugim Liście świętego Pawła do Koryntian. Powtórzmy jedno z jego zdań w dokładnym tłumaczeniu: „Jeśli ktoś jest zjednoczony z Chrystusem, jest nowym bytem; dawny stan rzeczy skończył się; nadszedł nowy stan rzeczy”. Chrześcijaństwo to przesłanie o Nowym Stworzeniu, Nowym Bycie, Nowej Rzeczywistości, która pojawiła się wraz z przyjściem Jezusa, który właśnie z tego powodu, i tylko z tego powodu, zwany jest Chrystusem. Chrystus bowiem, czyli Mesjasz, wybrany i namaszczony, jest Tym, który przynosi nowy stan rzeczy.

Wszyscy żyjemy w dawnym stanie rzeczy, a pytanie postawione przed nami przez omawianą perykopę brzmi: czy żyjemy także w nowym stanie rzeczy? Należymy do Starego Stworzenia, zaś wyzwanie postawione nam przez chrześcijaństwo podpowiada nam, że mamy udział także w Nowym Stworzeniu. Od dawna znamy samych siebie w naszym starym bycie, a oto nadeszła godzina by zapytać, czy doświadczamy w sobie czegoś z Nowego Bytu.

Czym jest ten Nowy Byt? Paweł odpowiada najpierw czym nie jest. Nie jest ani obrzezaniem, ani nieobrzezaniem. Dla Pawła i odbiorców jego listu oznacza to coś bardzo konkretnego. Mianowicie oznacza, że ani bycie żydem, ani bycie poganinem nie jest ostatecznie ważne; że jedyna rzecz, która się liczy, to zjednoczenie z Tym, w którym jest obecna Nowa Rzeczywistość. Obrzezanie czy nieobrzezanie – co to znaczy dla nas? Może oznaczać również coś bardzo konkretnego, ale jednocześnie coś bardzo uniwersalnego. Otóż oznacza to, że żadna religia jako taka nie tworzy Nowego Bytu. Obrzezanie jest rytem religijnym, stosowanym przez Żydów; ofiary są religijnymi rytami, stosowanymi przez pogan; chrzest jest religijnym rytem, stosowanym przez chrześcijan. Wszystkie te ryty nie mają znaczenia – tylko Nowe Stworzenie. I skoro te ryty w słowach Pawła oznaczają całą religię, którą reprezentują, możemy powiedzieć: żadna religia nie ma znaczenia – znaczenie ma tylko nowy stan rzeczy. Pomyślmy o tym szokującym twierdzeniu Pawła. Po pierwsze mówi ono o tym, że chrześcijaństwo to więcej niż religia; to przesłanie o Nowym Stworzeniu. Chrześcijaństwo jako religia nie jest ważne – jest jak obrzezanie lub nieobrzezanie: ni mniej, ni więcej! Czy jesteśmy w stanie wyobrazić sobie konsekwencje tej sytuacji dla posługi głoszenia? Chrześcijaństwo we współczesnym świecie spotyka rozmaite formy obrzezania i nieobrzezania. Obrzezanie mogłoby dziś oznaczać wszystko, co zwie się religią, nieobrzezanie zaś to, co nazywamy świeckością, ale mającą niejako religijne roszczenia. Są przecież na świecie wielkie tradycje religijne obok chrześcijaństwa: hinduizm, buddyzm, islam i pozostałości po klasycznym judaizmie; mają swoje mity i swoje ryty – a więc swoje „obrzezanie” – które stanowi o specyfice każdej z nich. Są także na świecie ruchy świeckie: faszyzm i komunizm, świecki humanizm, etyczny idealizm. Próbują one uniknąć mitów i rytów; reprezentują więc, jeśli można tak powiedzieć, „nieobrzezanie”. Mimo to, one także twierdzą, że są w posiadaniu prawdy ostatecznej i domagają się całkowitego oddania. Jak chrześcijaństwo ma wyjść naprzeciw temu wszystkiemu? Czy powinno im wszystkim powiedzieć: chodźcie do nas, jesteśmy lepszą religią, nasz rodzaj obrzezania albo nieobrzezania jest doskonalszy niż wasz? Czy powinniśmy przedstawiać chrześcijaństwo – naszą drogę życia – jako religijną i zarazem świecką? Czy mamy z orędzia chrześcijańskiego robić receptę na sukces i mówić ludziom, jak to robią spece od reklamy: spróbujcie naszego towaru, zobaczycie, jak ważne jest chrześcijaństwo dla każdego człowieka? Część misjonarzy i księży, a także część świeckich chrześcijan używa właśnie takich metod. Wykazują oni w ten sposób totalne nierozumienie chrześcijaństwa. I oto Apostoł, który był misjonarzem i księdzem, i jednocześnie świeckim, powiedział pewnego razu coś innego. Mówi: żadna konkretna religia nie ma znaczenia, ani nasza, ani wasza. Ale chcę wam powiedzieć, że stało się coś, co ma znaczenie, coś, co sądzi ciebie i mnie, twoją religię i moją religię. Nowe Stworzenie się pojawiło, Nowy Byt się objawił i oto jesteśmy zaproszeni, by wziąć w nim udział. I tak właśnie powinniśmy mówić do pogan i do Żydów, kiedykolwiek ich spotykamy: nie porównujcie waszej religii do naszej, waszych rytów do naszych, waszych proroków do naszych proroków, waszych kapłanów do naszych kapłanów, świętych spomiędzy was do świętych spomiędzy nas. To nie przyniesie żadnego pożytku! I przede wszystkim nie myślcie, że chcemy was nawrócić na angielskie albo amerykańskie chrześcijaństwo, na religię Świata Zachodu. Nie chcemy was nawracać do nas, nawet do najlepszych spośród nas. To byłoby zupełnie bez żadnej korzyści. Chcemy tylko wam pokazać coś, co zobaczyliśmy i powiedzieć coś, co usłyszeliśmy: że pośród starego stworzenia jest i Nowe Stworzenie i że to Nowe Stworzenie manifestuje się w Jezusie zwanym Chrystusem.

A kiedy spotkamy faszystów i komunistów, pozytywistycznych humanistów i etycznych idealistów, powinniśmy do nich powiedzieć: nie chełpcie się tak bardzo, że nie macie rytów i mitów, że jesteście wolni od przesądów, że jesteście od początku do końca racjonalni, nieobrzezani jak trzeba. Po pierwsze, wy też macie ryty i mity, swoją cząstkę obrzezania; i są one dla was całkiem ważne. Ale nawet gdybyście byli od tego rzeczywiście całkiem wolni, i tak nie ma sensu, byście chlubili się swoim nieobrzezaniem. Nie ma z niego żadnego pożytku. Nie myślcie, że chcemy was nawrócić od waszego świeckiego stanu do stanu religijnego, że chcemy was uczynić religijnymi ludźmi i członkami najwyższej religii, chrześcijaństwa, i to najlepszego spośród jego wyznań, czyli oczywiście naszego własnego. To byłoby także bez znaczenia. Chcemy tylko wam przekazać nasze doświadczenie, że mianowicie tu i ówdzie, od czasu do czasu pojawia się w nas Nowe Stworzenie, zazwyczaj ukryte, ale czasem się objawia, a na pewno się objawiło w Jezusie zwanym Chrystusem.

I to jest sposób, w jaki powinniśmy przemawiać do tych spoza chrześcijańskiego światka, niezależnie, czy do tych religijnych, czy tych zsekularyzowanych. I nie powinniśmy się za bardzo martwić o religię chrześcijańską, o stan kościołów, o członkostwo i doktryny, o instytucje i księży, o kazania i sakramenty. To jest obrzezanie; a brak tego, sekularyzacja rozprzestrzeniająca się dziś na całym świecie, jest nieobrzezaniem. Oba są niczym, nie mają znaczenia, gdy pada pytanie ostateczne, pytanie o Nową Rzeczywistość. To pytanie ma zaś nieskończone znaczenie. Powinniśmy się o nie martwić bardziej niż o cokolwiek innego na niebie i ziemi. Nowe Stworzenie – oto nasza troska ostateczna; to powinna być nasza bezgraniczna pasja – bezgraniczna pasja każdego człowieka. To ma znaczenie; tylko to ma ostateczne znaczenie. W porównaniu do tego cokolwiek innego, nawet religia czy brak religii, nawet chrześcijaństwo czy nie-chrześcijaństwo znaczy bardzo mało – a ostatecznie nic.

I teraz dopiero pozwólcie mi się trochę pochełpić z faktu, że jesteśmy chrześcijanami i nawet powiem: oszalejmy z tego chełpienia się, jak to pisał gdzie indziej Paweł. To jest właśnie wielkość chrześcijaństwa, że widzi ono jak bardzo jest małe. W byciu chrześcijaninem jest to ważne, że możemy dostrzec, iż samo chrześcijaństwo nie ma znaczenia. To w ogóle wielka duchowa moc religii, że człowiek religijny może wreszcie bez lęku zobaczyć, że sama religia jest nic nie warta. I to jest najdojrzalszym owocem chrześcijańskiego rozumienia rzeczy – zrozumieć, że chrześcijaństwo jako takie nie ma znaczenia. To jest to chełpienie się, nie samym sobą, lecz chełpienie się chrześcijaństwem. Samo chełpienie się to szaleństwo. Ale chełpienie się tym, że nie ma czym się chełpić, to mądrość i dojrzałość. Mieć, jakby się nie miało – oto najlepsza postawa względem wszystkiego wielkiego i wspaniałego w życiu, także religii i chrześcijaństwa. Ale nie jest to dobra postawa względem Nowego Stworzenia. Względem niego właściwą postawą jest pełne pasji, nieskończone pragnienie.

A teraz pytamy znowu: czym jest Nowy Byt? Nowy Byt nie jest czymś, co po prostu zastępuje Stary Byt. Jest to odnowa Starego – popsutego, zdeformowanego, podzielonego i niemal całkiem zniszczonego. Zbawienie nie niszczy stworzenia, lecz zamienia Stare Stworzenie w Nowe. Możemy więc mówić o Nowym jako o odnowie: pojednaniu, ponownym zjednoczeniu, zmartwychwstaniu.

W swoim liście Paweł wiąże ideę Nowego Stworzenia z ideą pojednania. Przesłanie o pojednaniu brzmi: być pojednanym z Bogiem. Przestać być mu wrogim, bo On nigdy nie jest wrogi dla ciebie. Przesłanie o pojednaniu nie mówi, że Boga trzeba sobie zjednać. Jak miałoby się to stać? Skoro to On jest źródłem i mocą pojednania, kto miałby Go sobie zjednywać? Poganie i Żydzi i chrześcijanie – wszyscy próbowaliśmy i próbujemy zjednywać Go przez ryty i sakramenty, modlitwy i nabożeństwa, moralne postępowanie i dzieła miłosierdzia. Ale gdy tego próbujemy, gdy próbujemy coś Mu dać, popisać się dobrymi czynami, które miałyby Go zaspokoić, ponosimy klęskę. Bo nigdy nie jest dosyć; nigdy go nie zaspokoimy, bo jest między nami nieskończona przepaść. A skoro nie możemy Go zaspokoić, nabieramy do Niego wrogości. Zauważyliście kiedyś, jak wiele wrogości przeciw Bogu mieszka w głębiach serc dobrych i szczerych ludzi, tych, którzy biorą udział w działalności charytatywnej, w pobożnych i religijnie gorliwych? Inaczej być nie może, bo każdy staje się wrogi, świadomie czy nieświadomie, w stosunku do tych, przez których czuje się odrzucony. Każdy jest w takim właśnie położeniu, niezależnie od tego, czy nazywa to, co go odrzuca, „Bogiem” czy „naturą”, „przeznaczeniem” czy „warunkami społecznymi”. Każdy nosi w sobie wrogość w stosunku do egzystencji, w którą został wrzucony, w stosunku do ukrytych mocy, które determinują jego życie i cały wszechświat, w stosunku do tego, co rodzi w nim poczucie winy i grozi mu zniszczeniem z powodu jego winy.

Wszyscy czujemy się odrzuceni i wrogo nastawieni w stosunku do tego, co zdaje się nas nie akceptować. Próbujemy temu zadośćuczynić, ale nie udaje się, przez co nabieramy jeszcze więcej wrogości. Dzieje się to w nas często niepostrzeżenie. Ale są dwa symptomy, których trudno nie zauważyć: wrogość w stosunku do samych siebie i wrogość w stosunku do innych ludzi. Często się dziś mówi o dumie, arogancji, pewności siebie i samozadowoleniu ludzi współczesnych. Ale to wszystko najczęściej występuje tylko na powierzchni. Pod spodem, na głębszym poziomie, jest samoodrzucenie, zniesmaczenie, a nawet nienawiść do samego siebie. Być pojednanym z Bogiem – to znaczy jednocześnie być pojednanym z samym sobą. Ale nie jesteśmy pojednani sami z sobą, próbujemy sobie samym zadośćuczynić. Próbujemy uczynić samych siebie bardziej akceptowalnymi we własnym mniemaniu, a gdy to się nie uda, coraz bardziej odrzucamy siebie. A ten, kto czuje się odrzucony przez Boga i kto odrzuca siebie, czuje się także odrzucony przez innych ludzi. Jeśli ktoś wzrastał we wrogości wobec swego losu i wobec samego siebie, będzie także wzrastał we wrogości do innych ludzi. Jeśli często jesteśmy przerażeni nieświadomą lub świadomą wrogością, jaką ludzie zdradzają wobec nas, albo naszą własną wrogością wobec ludzi których, jak sądzimy, kochamy, nie zapominajmy: oni czują się odrzuceni przez nas, my czujemy się odrzuceni przez nich. Oni z całych sił próbują stać się przez nas akceptowani, ale im nie wychodzi. My z całych sił próbujemy stać się akceptowalni dla nich, ale nam też nie wychodzi. I tak rośnie nasza wzajemna wrogość. Być pojednanym z Bogiem – to znaczy także być pojednanym z innymi ludźmi! Ale to nie oznacza próbować zjednać sobie innych ani też samemu dokonać dzieła pojednania. Spróbuj zjednać sobie Boga. Nie uda Ci się. Oto orędzie: nadeszła nowa rzeczywistość, w której jesteś pojednany. By wkroczyć do Nowego Bytu nie musimy nic sobą pokazać. Musimy tylko być otwartymi, by nas pochwycił, mimo że nie mamy nic do pokazania.

Bycie pojednanym – oto pierwszy znak Nowej Rzeczywistości. Drugim jest bycie na nowo zjednoczonym. Pojednanie umożliwia ponowne zjednoczenie z ludźmi. Nowe Stworzenie jest rzeczywistością, w której to, co było rozdzielone, jest na nowo zjednoczone. Nowy Byt manifestuje się w Chrystusie, bo w Nim oddzielenie nigdy nie pokonało jedności między Nim a Bogiem, między Nim a ludzkością, między Nim a Nim samym. To właśnie pokazuje niestrudzenie z całą nieskończoną mocą Jego obraz zawarty w Ewangeliach. W Nim widzimy ludzkie życie utrzymane w jedności na przekór wszystkiemu, co kieruje Go w stronę podziału. On reprezentuje więc i pośredniczy w mocy Nowego Bytu, bo On reprezentuje i pośredniczy w mocy nienaruszonej jedności.

Tam, gdzie pojawia się Nowa Rzeczywistość, każdy czuje się zjednoczony z Bogiem, podstawą i sensem swojej egzystencji. Taki człowiek ma wreszcie to, co można określić jako kochanie swojego życia, i co moglibyśmy dziś nazwać odwagą do przyjmowania siebie i swojego niepokoju. Taki człowiek ma oczyszczające doświadczenie poczucia zjednoczenia z samym sobą, nie w sensie dumy i fałszywego samozadowolenia, lecz w sensie głębokiej samoakceptacji. Akceptuje samego siebie jako coś, co jest na zawsze ważne, na zawsze kochane, na zawsze akceptowane. Zniesmaczenie samym sobą, nienawiść do siebie samego zniknęły. Jest wreszcie centrum, jest kierunek, jest sens życia. Każde uzdrowienie – cielesne czy duchowe – przywraca jedność człowieka z nim samym. Gdzie jest prawdziwie uzdrowienie, tam jest Nowy Byt, Nowe Stworzenie.

Ale prawdziwe uzdrowienie jest nie wtedy, gdy jakaś część ciała czy duszy na nowo jednoczy się z całością, ale kiedy całość, całe bycie, nasza cała osoba jest zjednoczona ze sobą. Nowe Stworzenie jest uzdrawiającym stworzeniem, ponieważ tworzy zjednoczenie człowieka z samym sobą. I tworzy zjednoczenie z innymi. Nic nie jest bardziej charakterystyczne dla Starego Stworzenia niż oddzielenie człowieka od człowieka. Nic nie jest tedy goręcej pożądane niż uzdrowienie społeczne, niż Nowy Byt w historii i w międzyludzkich relacjach. Religia i chrześcijaństwo podlegają silnemu zarzutowi, że nie przyniosły pełnego zjednoczenia na łono ludzkiej historii. Któż mógłby zaprzeczyć temu zarzutowi. Ale mimo to wszak rodzaj ludzki ciągle żyje, a nie mógłby żyć ani chwili dłużej, gdyby siły podziału nie były systematycznie zwalczane przez siłę zjednoczenia, uzdrowienia, Nowego Stworzenia.

Tam, gdzie człowiek zobaczy człowieka, patrząc w twarz drugiego, mimo że będzie musiał przekroczyć osobistą niechęć, albo odmienność rasową, albo konflikty na tle narodowym, czy różnice płci, wieku, urody, siły, wiedzy, i wszelkie inne możliwe przyczyny podziału – tam wydarza się Nowe Stworzenie! Ludzkość żyje, bo ono się wydarza wciąż i wciąż. A jeśli Kościół, który jest zgromadzeniem Bożym, ma jakieś ostateczne znaczenie, oto ono: że tu oto zjednoczenie między ludźmi jest proklamowane i wyznawane, i realizowane, nawet jeśli fragmentarycznie i ze słabościami, i zniekształceniami. Kościół jest miejscem, gdzie zjednoczenie człowieka z człowiekiem jest aktualnym wydarzeniem, jednakże Kościół Boga jest permanentnie zdradzany przez chrześcijańskie kościoły. Ale pomimo tego Nowe Stworzenie zbawia i chroni to, co jest zdradzane i odrzucane przez kościoły, ludzkość i historię.

Kościół, jak wszyscy jego członkowie, upada z Nowego do Starego Bytu. Dlatego trzecim znakiem Nowego Stworzenia jest zmartwychwstanie. Słowo „zmartwychwstanie” ma dla wielu ludzi konotacje z martwymi ciałami leżącymi w grobach, czy inne tego typu. Ale zmartwychwstanie oznacza zwycięstwo Nowego stanu rzeczy, Nowy Byt rodzi się ze śmierci Starego. Zmartwychwstanie nie jest wydarzeniem, które może się stać w bliżej nieokreślonej przyszłości, ale jest mocą Nowego Bytu do stwarzania życia ze śmierci, tu i teraz, dziś i jutro. Gdzie jest Nowy Byt, tam jest zmartwychwstanie, dosłownie mówiąc – stwarzanie na wieczność z każdego momentu czasu. Stary Byt cechował się dezintegracją i śmiercią. Nowy Byt kładzie nową pieczęć ponad starym. Z dezintegracji i śmierci rodzi się coś o wiecznym znaczeniu. To, co zniknęło w rozkładzie, pojawia się w Nowym Stworzeniu. Zmartwychwstanie dzieje się teraz albo nie dzieje się wcale. Dzieje się w nas i wokół nas, w duszy i w historii, w naturze i kosmosie.

Pojednanie, zjednoczenie, zmartwychwstanie – oto Nowe Stworzenie, Nowy Byt, Nowy stan rzeczy. Czy mamy w nim udział? Przesłaniem chrześcijaństwa nie jest chrześcijaństwo, ale Nowa Rzeczywistość. Nowy stan rzeczy pojawił się, wciąż się pojawia; jest ukryty i widzialny, jest tam i tu. Przyjmij go, wejdź w niego, daj mu się porwać.

 

Komentarze (3)
  • Z dobrego przyzwyczajenia zerkam w stronę didaskalosa dość regularnie – i, okazało się, słusznie :) Dziękuję Marvalu za ten tekst – bliski mi on, szczególnie wczoraj i dziś. Zresztą nieprzypadkowo, bo Tillich się zasiał u mnie już dawno (ale tego kazania i większości jego tekstów nie znałem i nie znam). Podoba mi się szczególnie pierwsza część – opis Nowego Stworzenia, a zwłaszcza zrozumienie jego nadejścia i ostateczności, pozostawia mnie na razie w fazie przemyśliwania :)
    Pozdrawiam, dziękując raz jeszcze, zawsze ciekaw przekazów od Ciebie :)

    bohjan
    bohjan 2014.10.06 20:45
  • Bardzo dobry przekład, na pewno nie nazwałbym go luźnym i nieprofesjonalnym. Ale mam jedną uwagę. Otóż przez being Tillich rozumie Sein, czyli raczej bycie niż byt. Chodzi o to, że człowiek jako nowe stworzenie (narodzenie) nie traci swoich własności ontycznych; anatomicznie nic się nie zmienia, wygląd pozostaje ten sam. Zmienia się natomiast sposób myślenia, działania, stosunek do innych ludzi. Czyli “jak”, a nie “kto”. Dla Tillicha ten problem nie był obojętny, bo kwestia tzw. różnicy ontologicznej była ważnym tematem dyskusji w jego okresie marburskim.

    Tomasz Srokowski
    Tomasz Srokowski 2014.10.07 10:04
  • @ bohjan:
    Dzięki, cieszę się, że Tobie też się podoba. Pozdrawiam ciepło. :)

    @ Tomasz Srokowski:
    Dziękuję. Szczerze mówiąc zgadzam się. Co więcej- pisałem na początku o Nowym Byciu, lecz ostatecznie poprawiłem na Nowy Byt, ponieważ uprzytomniłem sobie, że tak właśnie tłumaczy się we wszystkich polskich wydaniach dzieł Tillicha. A więc postanowiłem dla pewnej przejrzystości nie łamać tej konwencji. Pańskie uwagi jednak jeszcze bardziej umocniły mnie w przekonaniu, że słuszniejsze byłoby “bycie”. Dziękuję serdecznie.

    marval
    marval 2014.10.07 10:56

Add Comment Register



Napisz komentarz