Okrutne czasy relatywizmu

Kiedyś to były stare, dobre czasy. Ludzie wiedzieli, co jest ważne, czego szargać nie wolno. Co przystoi, a czego się nie waż. Były pewne wartości i wszystko było jasne. Czarne to czarne, białe to białe, a jak ktoś nie rozumiał, to mu rodzice skórę złoili. Jeden z drugim zapamiętał, co jest nienaruszalne, co święte, z czego sobie nawet żartować nie wolno. Kto by myślał przeciwko temu, co od wieków trwa, wystąpić. Nikt się nie poważył nawet słowem porwać na to, co ważne z dziada pradziada. Pewne normy nienaruszalne i  prawdy trzymały świat w posadach. Och, czy te czasy kiedyś powrócą?

Nie to, co teraz. Okrutne czasy relatywizmu. Nie ma już nic trwałego, załamać się można. Wszystko wariuje, a ci młodzi to już w ogóle. Wali się świat, nie ma co ukrywać. Koniec jest blisko, to się tak ostać nie może. Ład cały od wieków budowan już rozsypan jest. A jak to się wszystko zaczęło?

Ano przyszedł taki jeden. Namieszał ludziom w głowach.

Myśmy budowali latami tę świątynię, w niej sam Jehowa mieszkał i ofiary odbierał. Tam każdy pielgrzymował i przed Panem Bogiem się kłaniał. To był pewnik, inaczej być nie mogło. Od wieków na wieki tak być musiało. A ten przyszedł, mury obejrzał i zuchwale powiedział: „a zburzcie to wszystko, ja w trzy dni lepszą zbuduję. A zresztą i tak wam zburzą niedługo. A Jehowa waszych ofiar nie trawi”.

Myśmy święty szabat zachowywali z pokolenia na pokolenie. Ten dzień Bogu był poświęcon i tak na wieki zostać miało. Mojżesz na Synaju nam przykazał, co z Bogiem był jak z ziomkiem rozmawiał. A zresztą i sam Elohim był odpoczywał dnia siódmego, po trudzie świata stwarzania. Co by się nie działo, to jedno pewne było, że szabat w każdym tygodniu być musi. I ani ruszyć się wtedy nie wolno, a cóż mówić o działaniu jakim poważnym. A ten przyszedł i ludzi leczył w dzień sobotni, a i kłosy z uczniami swymi zrywał. A jak go zapytali, powiedział im w oczy: „szabat dla człowieka jest, a nie człowiek dla szabatu stworzony”.

Myśmy obcych, plugawych cudzoziemców do wspólnoty swojej nie dopuszczali. To pewne było, że takich omijać trzeba. Nas Bóg wybrał, a ich też stworzył, ale do przymierza nie dopuścił. Dystans pewien zachować trzeba. A ten przyszedł i zaczął z nimi jak z normalnymi rozmawiać. Z taką Samarytanką to nawet podobno na osobności gadał, to się w głowie nie mieści.

Myśmy Prawo święte od wieków nam nadane przez Boga samego przestrzegali. Każde z przykazań najdrobniejszych droższe nam było niż całego świata bogactwo. Umrzeć byśmy mogli dla Prawa onego, a żyć bez niego niemożliwe było. Co jak co, ale święte Prawo Boga to na zawsze pozostać musi, bez dyskusji żadnej. A ten wlazł na górę i krzyczał: „powiedziano wam Prawie tak i tak, ale ja wam inaczej mówię”. To czego się dziwić, że teraz świat taki zwariowany?

***

Za relatywizmem może kryć się pustka, ale może też kryć się miłość. Nie ma takiego schematu myślowego, przyzwyczajenia, struktury, której miłość bezlitośnie by nie zmiażdżyła. Miłość niszczy wszystkie schematy i stałe punkty odniesienia. Pozbawia świat gruntu pod nogami. Będzie szła dalej i dalej. My ją uznajemy za bezsensowną, a ona jest tylko bezcelową. My nie wiemy, że to nie to samo. Miłość przegra, bo według wszelkich kryteriów jest niedorzeczna. Poniesie drastyczną porażkę, nie ma żadnych szans. Jednak wygląda na to, że ona się tym wcale nie przejmuje. Właśnie gdy przegra, pokona ostatecznie wszystkie schematy. Mało tego, ona rozwali cały Kosmos. Przekroczy go i wyjdzie dalej, naprzeciw Nieznanemu. Wtedy odkryje, że jest sensowna, choć nie-celowa. Stanie twarzą w twarz ze swoim Sensem. Wypowie czułym szeptem: Abba…

Komentarze (1)
  • Nie ma takiego schematu myślowego, przyzwyczajenia, struktury, której miłość bezlitośnie by nie zmiażdżyła. Miłość niszczy wszystkie schematy i stałe punkty odniesienia. Pozbawia świat gruntu pod nogami. Będzie szła dalej i dalej. My ją uznajemy za bezsensowną, a ona jest tylko bezcelową. My nie wiemy, że to nie to samo. Miłość przegra, bo według wszelkich kryteriów jest niedorzeczna. Poniesie drastyczną porażkę, nie ma żadnych szans. Jednak wygląda na to, że ona się tym wcale nie przejmuje. Właśnie gdy przegra, pokona ostatecznie wszystkie schematy. Mało tego, ona rozwali cały Kosmos. Przekroczy go i wyjdzie dalej, naprzeciw Nieznanemu. Wtedy odkryje, że jest sensowna, choć nie-celowa. Stanie twarzą w twarz ze swoim Sensem. Wypowie czułym szeptem: Abba…

    właśnie przeczytałem powyższy tekst…
    wzruszyłem się..
    Abba

    sam 2012.10.28 09:38

Add Comment Register



Napisz komentarz