Gry natury są OK ;-)

Czasami warto spojrzeć na życie jak na grę od które nie da rady się uwolnić, nikt nie wygrywa, nikt nie przegrywa, gdzie w ogóle nie liczy się wynik, uczestnicy często zmieniają reguły lub gry, odpadają lub wchodzą z/do innych gier. Nie można powiedzieć że jesteśmy obserwatorami lub ekspertami w jakiejkolwiek grze, nie można zasłaniać się autorytetami/oczywistymi-odwiecznymi-ostatecznymi prawdami/zasadami,,tym bardziej nie można narzucać przekonań.

Gry mamy wpisane przez naturę, który ustala/zna reguły i odkrywa je przed nami ale wynikiem/kto wygra czy przegra?/czy dążymy do jakiegoś celu/czy nie jest w ogóle zainteresowana (po co? musiałby być jakiś cel? dlaczego ludzie musieliby być specjalnie traktowani? – chyba nic takiego nie widzimy) – życie po prostu jest, przekazuje się dalej i tyle … i to zupełnie wystarcza i daje zadowolenie i pokój!!!

Da się zaważyć parę typów gier (subiektywny podział):

  • poziom społeczny(np. zawieranie-rozwój-rozpad znajomości, małżeństwo, działanie w konkretnym środowisku, społeczeństwie [ślepe posłuszeństwo też jest grą – godzenie się na rolę ofiary, zagubionej owcy, wybawiciela, itp.]).
    Umiejętność adaptowania się na tym poziomie objawia się przez precyzyjne zrozumienie reguł grupy i znalezienie w nim swojej (nawet biernej) roli [może się dziać w czasie bo trzeba weryfikować poznanie].
  • poziom subiektywny I (utrwalanie, rozpad, zmiana przekonań, zbieranie się doświadczenia, zmieniające się w czasie działania [nieważne czy świadome czy nie] wg wyuczonych wzorców, gry umysłu – również urojenia religijne).
    Adoptowanie na tym poziomie można mierzyć umiejętnością relaksowania się, poczucia humoru, zmieni (lub spinania, gniewu,złości) wobec pojawiających się trudności, zmieniania przekonań/punktów widzenia, nabierania dystansu.
  • poziom subiektywny II (szukanie prawdy, celu, sensu, miłości dobra, prawdy, spełnienia, Boga, itp.)
    Dobrym miernikiem jest zadowolenie z życia, z tego kim się jest/jakim się jest i co robi na co dzień (bez zbędnych emocjonalno-egzystencjalno-pobożnościowo-metafizycznych ozdobników), godzenie się na „nie wiem i nie będę wiedzieć”, „ważne egzystencjalne pytania są po prostu bezsensowne”.

Każda gra ma asymetryczną strukturę – nie ustalamy w 100% reguł bo jesteśmy uwarunkowani prawami natury, które nie mają specjalnego celu, czy nam to się podoba czy nie; cała rzeczywistość [sama w sobie jak i poznawana – jeśli da się to rozdzielić, jeśli ma sens to rozdzielać?] jest pojawiającymi się i zanikającymi strukturami – funkcją=grą, niczym („substancjalnym”).
Dlatego też szukanie równowagi (symetrii, wyrównania zła), pojednania przeciwieństw (Bóg/świat, ateizm/teizm, realność/iluzja), zbawienia (upadek-niewiedza/zbawienie-wyzwolenie) jest dobre do czasu, bo dalej trzyma w iluzji kontroli, wiedzącego obserwatora (ja/Bóg), możliwości wyłamania z gry (podczas gdy jest to niemożliwe, zamiast wiedzy/wyzwolenia mamy kolejną strukturę umysłową/grę złożoną ze skrajnych możliwości/granic i tego co jest pomiędzy [czasami nad/pod = Bóg, "obecnego w"=działanie Boga]).

Rzeczywistość/Funkcja, która jest przekształcaniem się jednych struktur w drugie po kolei obala wszystkie stwierdzenia (lub dokładniej jest na nie obojętna) zarówno te tworzone subiektywnie na podstawie zebranych informacji/bodźców/doświadczeń,jak i te przekazywane dalej poprzez język, kulturę, tradycję, religię, mistykę, poznanie naukowe. Po kolei padają pojęcia normy/normalności, sensu/bezsensu, rzeczywiste/dokładne/iluzoryczne/przybliżone; ostatecznie rozpada się sama prawda (nie Prawda na rzecz wielu prawd/narracji/gier/podejść, tylko Prawda i możliwość pytania o nią w ogóle – to jest bez sensu, wszystko co znamy się zmienia, a czego nie wiemy tego nie wiemy i nie będziemy wiedzieć chociaż stale będziemy widzieć lukę/granicę).

Gra rzeczywistości nie jest na pewno pesymizmem (ani optymizmem ;-)) po prostu tak to działa (lub takie są struktury/takie są funkcje).

Mimo, że natura to ślepe bezwzględnie działające prawa/gry/funkcje/zmieniające się struktury to mamy tą możliwość używania emocji i wyobraźni co pozwala spojrzeć/objąć na rzeczywistość/naturę z inne strony: może i rzeczywistość jest bezkresna, obojętna i ślepa, ale cieszymy się w ogóle, że mogła zaistnieć, że daje się jakoś poznać, że ciągle szukamy rozwiązań, sensu, prawdy. Chociaż z perspektywy struktury rzeczywistości nasze poszukiwania metafizyczne są bez sensu i bez znaczenia to z perspektywy mechanizmów życia jest to jedna z podstawowych i niezbędnych do przeżycia gier umysłu.

Stałe szukanie wzorców, sensu, prawdy to tak naprawdę pytanie ukrytego w nas jaskiniowca (czy podstawowego mechanizmu ewolucji) jak przeżyć w tym środowisku i jak przekazać tą strategie przeżycia i dostosowania dalej naszym potomkom (nie ma znaczenia jak to zrobimy: czy na poziomie społecznym [gromadzenie się w plemiona/wspólnoty/partie], technicznym [rozwój nauk/medycyna], kulturalnym [religie] – w tym przypadku strategia lub ich kombinacje są też funkcją tworzeniem struktur korzystniejszych, zwalczaniem/unikaniem niekorzystnych , czasami zdarzają się choroby – trwanie przy niekorzystnych strukturach/funkcjach [np. wielkie religie i głoszone przez nie dogmaty, jedynie słuszne strategie/etyki]). Chodzi o największą sprawę – o (prze)życie (raczej bez obsesji na punkcie poszukania naszych „ważnych i głębokich tajemnic”, źródeł, celów, prawd[y]).

Umiejętność dostrzeżenia tego, że jest się graczem, używania emocji i wyobraźni tworzy miejsce na takie postawy/strategie takie jak empatia, kooperacja, odpowiedzialność, nauka/samopoznanie, szukanie i testowanie dobra wspólnego [przynajmniej „dla naszych”]. Jeśli uczciwie gramy (w znaczeniu podejmowania stałego wysiłku i wyciągania wniosków, obalania iluzji, zgody na reguły narzucane przez naturę,szukania rozwiązań korzystnych dla jak największej liczby ludzi) to z czasem natura odsłoni wspaniałą (tutaj jest przeżycie estetyczne, głębokie zrozumienie i pustka/Bóg ;-)) współzależność wszystkich gier natury w których uczestniczymy i którymi jesteśmy, może odkryjemy że praktykowanie życia to też zrozumienie (kolejna funkcja – a tylko one „istnieją”). W tej współzależności jest miejsce na wszystko co znamy (nawet na zło=głupotę ;-)), czym żyjemy (to czego nie znamy nie ma sensu nazywać, umetafizyczniać/ureligijniać/unaukawiać – chyba że dla rozrywki, relaksu, pokoju, może nabrania dystansu, w co wątpię).

Na tym koniec moich gier i wywodów.

Nie przejmuj się zbytnio, nie ważne czy rozumiesz, ja też nie rozumiem :D

Komentarze (1)
  • Solang du Selbstgeworfnes fängst, ist alles
    Geschicklichkeit und läßlicher Gewinn -;
    erst wenn du plötzlich Fänger wirst des Balles,
    den eine ewige Mit-Spielerin
    dir zuwarf, deiner Mitte, in genau
    gekonntem Schwung, in einem jener Bögen
    aus Gottes großem Brücken-Bau:
    erst dann ist Fangen-Können ein Vermögen, -
    nicht deines, einer Welt.

    R. M. Rilke

    [Dopóki z sobą grasz, to tylko
    sprawa zręczności, błaha sprawa,
    ale gdy nagle chwycić musisz piłkę,
    którą odwieczna towarzyszka zabaw
    ku tobie rzuci, owym łukiem
    dokładnie znanym, niczym przęsło,
    co z mostu Boga w górę wzlata,
    wtedy to władzą jest ta zręczność
    nie twoją, ale świata. - przekł. B. Baran]

    Tomasz Srokowski
    Tomasz Srokowski 2014.05.20 17:32

Add Comment Register



Napisz komentarz